Historia pewnego mundialu- o kibicowaniu, efekcie kontrastu i atrybucjach.

Dlaczego kibicujemy?

 „Dźwięk hymnu narodowego jest dla nich jak uroczysty psalm. A widok piłki lądującej w bramce przeciwnika podrywa z ławek w ekstazie. Piłkarze to dla kibiców bogowie, stadiony są jak kościoły, a każdy mecz – jak futbolowa msza” – tak o brytyjskich fanach piłki nożnej pisał Alan Edge.

Udział w meczu piłki nożnej, chociażby bierny, z perspektywy kibica wzbudza podobne emocje do tych, które nasi przodkowie odczuwali w trakcie polowania. Piłka nożna wpływa na poziom hormonów kibiców- szczególnie adrenaliny. Mecz wpływa na przyśpieszenie rytmu serca- najmocniej, gdy pada gol. Okazuje się, że od wyniku, od współprzeżywania sukcesu lub porażki, zależy także poziom testosteronu.[1]Poziom testosteronu u fanów drużyny, która triumfuje wzrasta, natomiast u kibiców zespołu, który ponosi porażkę notuje się spadek owego hormonu. To trochę tak, jakby po pokonaniu przeciwnika, miało się ochotę na więcej i się człowiek szykuje do kolejnej walki o dominację. Po przegranej, trzeba skulić ogon i się podporządkować.

Lubimy być częścią czegoś większego. Lubimy pławić się w cudzej chwale. Chcemy być dwunastym zawodnikiem. Dwunastym, znaczącym zawodnikiem.

Meczowe rewolucje i atrybucje.

Ze mną sprawa wygląda tak, że w życiu robię rzeczy różne i różniejsze. I tak na przykład czasem czytam Nisbetta i „Nadzędzia skutecznego myślenia”, a czasem oglądam mecze. I teraz uwaga, ja się w tym wszystkim doszukuję części wspólnych, snuję wnioski, uskuteczniam refleksje i to są wnioski nie byle jakie. Jeden z nich Wam przedstawię, no może dwa.

Znacie to? To, kiedy malujecie się już na biało- czerwono i skrupulatnie owijacie swoje szyje szalikami, obwieszacie balkony i samochody flagami i śpiewacie do telewizora, i hymn, i do boju, i krzyczycie, że goooola! Trzymacie mocno kciuki i kupujecie kilka czteropaków, żeby odpowiednio uczcić ten sukces. I drużyna wygrywa. I kiedy wygrywa, to myślicie sobie- O, JA, JA… to JA, tak dobrze kibicowałem, tak trzymałem kciuki. Ale pomogłem im wygrać, no jestem częścią tej wygranej. Normalnie, brawo ja. Jestem częścią czegoś większego! Facylitacja społeczna, ja patrzyłem, oni to wiedzieli i dzięki temu tak dobrze zagrali. I to jest taki przykład atrybucji w służbie ego. Upatrujemy w sobie przyczyn sukcesów, chociaż średnio to zgodne z rzeczywistością. No, ale przecież dobrze gwizdaliśmy,  popłyniemy na ich fali :D.

A kiedy drużyna przegrywa… krzyczysz- no patałachy, no grać nie potrafią, baa, nawet podać nie potrafią sobie porządnie tej piłki. Gdyby mi tyle zapłacili, ojaa, to bym latał jak szczygiełek po Red bullu. 5:0 by było jak nic. Bo w reklamach grają, się stroją, a nawet nie są w stanie w bramkę wycyrklować- no oszołomy.

A kiedy Ty jesteś aktorem.

Pewnie w życiu zdarzyło Ci się grać w nogę, chociażby podczas zajęć z w-fu. I czasem zdarzyło Ci się dobrze w piłkę nie trafić albo się przewrócić w najgorszym z możliwych momentów. Albo mieć taką sytuację, no już 110% okazji w okazji, a tu klapa. I co wtedy myślałeś? Że to wina sytuacji, że akurat tego dnia noga Cię strasznie bolała, albo głowa i byłeś totalnie zdekoncentrowany. Że trawa była jakaś ślizga i totalnie źle się biegało. Albo, że dowiedziałeś się tylu złych rzeczy tego dnia i no naprawdę nie byłeś w formie, nawet Ci się do tej piłki podbiec nie chciało. Ja musiałem zrobić to i to, bo taka była sytuacja.

Ludzie lubią chronić swojego „Ja”. Ludzie na ogół sądzą, że ich zachowanie jest rozsądną reakcją na sytuację, w której się znaleźli. W przypadku własnego zachowania bardzo często zwracamy uwagę na czynniki sytuacyjne. Ja musiałem to, bo sytuacja mnie zmusiła.

Jeśli oceniamy zachowania innych, głównie dopatrujemy się przyczyny ich reakcji i działania w czynnikach dyspozycyjnych. On nie trafił, bo jest sierotą.

Nie oceniaj książki po okładce.

W psychologii istnieje jeszcze takie zjawisko, a mianowicie jest to podstawowy błąd atrybucji i polega on na tym, że oceniamy innych tylko i wyłącznie uwzględniając czynniki wewnętrzne- ktoś przyszedł do nas z ręką od błota- brudas, ktoś zaparkuje i zajmie dwa miejsca- cymbał nie umie parkować, odrzucając przy tym całkowicie czynniki sytuacyjne- ktoś w drodze mógł złapać gumę i musiał zmienić oponę, stąd ręka od błota, ktoś strasznie śpieszył się na ważny egzamin- źle zaparkował.

Kontrastowo.

Włożyłeś kiedyś rękę najpierw do zimnej wody, a później do letniej? Jeśli zrobisz to w takiej kolejności, to letnia  woda będzie Ci się wydawała cieplejsza, niż jest w rzeczywistości. Jeśli włożysz rękę najpierw do ciepłej, a dopiero później do letniej- woda będzie wydawała się zimniejsza.

Człowiek wysoki będzie Ci się wydawał jeszcze wyższy, gdy jest w towarzystwie niskiej osoby, niż gdyby stał sam.

Efekt kontrastu spotkał nas również podczas mundialu. Najpierw było Euro 2016, gdzie piłkarze pokazali, że coś tam grać potrafią. I wszyscy totalnie empatyzowaliśmy z Kubą Błaszczykowskim po tym karnym, i wszyscy czuliśmy się źle, i że to jest nasza wspólna tragedia. Potem były eliminacje i też było całkiem okej, więc teraz liczyliśmy, że poziom będzie podobny. A był gorszy. I z racji, że wtedy było o wiele lepiej, nam się  wydaje, że teraz było fatalnie. A na Euro 2016 nam się wydawało, że jest tak super, bo wcześniej było o wiele gorzej i to tak mocno kontrastowało, że wszyscy robili wielkie wow, wow i ja przez okna w mieszkaniu słyszałam przeżycia innych ludzi.

Tak czy siak, dla nas mundial się skończył. Szybko. Nie wiem czy za szybko, czy może w odpowiednim czasie. Wiem, że z porażek warto wyciągać wnioski i się na błędach uczyć, i zbyt często tych samych nie popełniać.


[1] Badania naukowców z z Georgia State University, 1994- finał mistrzostw świata Włochy -Brazylia.

Zapraszam do działania!