Drabina kompetencji. O słoniu, który nie wiedział, że potrafi i ludziach, którzy nie wiedzą, że nie wiedzą.

Słoń, który nie walczy.

Słoń to potężne zwierzę. Jest bardzo silny. Niby można z tym dyskutować, bo są ludzie, którzy zawsze widzą jakieś „ale” i lubią się kopać z koniem w każdej chwili swej egzystencji na padole łez, aczkolwiek przyjmijmy, że słoń jest jednak duży. Bo mówi się, że coś jest duże jak słoń i to jest prawda, która może być również prawdą okrutną, bo można też powiedzieć komuś, że jest duży jak słoń.

I to jest tak, że w Indiach można spotkać słonia, który jest przywiązany łańcuchem do małego pala wbitego w ziemię. Mógłby bez problemu wyrwać pal i uwolnić się. Jednak tego nie robi… I powodem braku działania nie jest leniwość. Słoń nie podejmuje próby, bo się tak nauczył.

Właściciel słonia, kiedy zwierzę jest małe przywiązuje je do solidnego, mocnego pala. Słonik walczy, próbuje się uwolnić, ale nie daje rady. Z czasem przyzwyczaja się do łańcucha i pala. Przestaje próbować odzyskać wolność. I przychodzi taki moment, że ten pal to takie kajdanki w celi życia. Mamy kluczyk, możemy wstać i iść w świat, ale one trzymają i nie pozwalają odejść.

Refleksja.

Kiedy pierwszy raz usłyszałam historię o słoniach, które nauczyły się nie walczyć, pomyślałam sobie -jej, jakie to prawdziwe. Przecież my też tak szybko uczymy się przestać podejmować kolejne próby.
Kiedy usłyszałam historię po raz drugi, przypomniał mi się pewien model. Mianowicie nosi on nazwę drabiny kompetencji i opisuje proces zdobywania kompetencji, krok po kroku, etap po etapie, szczebelek po szczebelku. Jak na etapy przystało, każdy nosi swoją nazwę.

Drabina kompetencji szczeblami.

Na pierwszym szczeblu jest nieświadoma niekompetencja. Nie wiemy czego nie wiemy. Dziecko wsiada na rower, bo inne dzieci jadą, tak po prostu. I zając! Dziecko nie wie, że ważna jest umiejętność utrzymania równowagi, skoordynowanie działań takich jak pedałowanie i trzymanie kierownicy i jeszcze obserwacji otoczenia.

Następny etap to świadoma niekompetencja. Był już zając, kolano zdarte i nagle następuje cudowne olśnienie. Magicznie spływa na młodego człowieka wiedza i odkrywa co powinien potrafić, żeby z innymi rowerem śmigać. I tu są próby, upadki. To świetny czas na poprawki tego co nie wychodzi. Podpatruje się innych, szuka się wskazówek i ćwiczy. Na tym etapie zatrzymał się słonik. Odkrył, że ma za mało siły, żeby się uwolnić. Tylko, że nie szukał wskazówek i nie ćwiczył. Nauczył się bezradności i nie próbował, przez co kolejny szczebel stał się dla niego nieosiągalny. Bo…

Później już wchodzi się na etap świadomej kompetencji. Dziecko już umie. Udało się sto razy, sto pierwszy. I cały czas jest skupienie się na tym, że się umie. Dziecko myśli sobie i powtarza w głowie- muszę trzymać równowagę, pedałować i trzymać kierownicę. I dopóki się skupia wszystko idzie ok. Wiaterek przyjemnie smyra po twarzy i dziecko gna rozpędzone prosto w stronę słońca. I nagle bammm! Bo skupienie się wyłączyło, a czynność jazdy rowerkiem nie była jeszcze automatyczna.

Ale po kilku takich próbach wchodzi się na etap wtajemniczenia totalnego i jest nim nieświadoma kompetencja. Dzieje się samo, automatycznie. Nie myśli się już o tym, że trzeba to i tamto- po prostu jedziemy.

Każdy z nas tak ma.

W ciągu naszej egzystencji zdobywamy wiele różnych kompetencji (to znaczy dobrze, jeśli tak jest). I przechodzimy przez te wszystkie etapy i podczas nauki języka obcego, jazdy rowerem, tak samo jazdy samochodem (tylko to jest tak, że zazwyczaj o wiele lat później). Najpierw nie wiemy czego nie wiemy, później dochodzi do nas to, że musimy sobie ogarnąć pedały, biegi, kierunkowskazy, lusterka. I pierwsze nasze kilkanaście/kilkadziesiąt godzin w aucie to skupienie na tym, żeby to wszystko dograć- skupienie znika i nagle auto gaśnie. Dopiero po iluś przejechanych godzinach, przeżytych doświadczeniach- zaczynamy jeździć automatycznie i nasza głowa może zająć się czymś innym np. co zjeść na deser albo jaką sukienkę ubrać jutro.

Nie mam pojęcia, ale wiem wszystko.

Pewnie znasz osoby, które w różnych dziedzinach mają bardzo niskie kompetencje i po prostu się nie znają, ale zachowują się jak gdyby pozjadały wszystkie rozumy. Czasami człowiek, który ma najmniej do powiedzenia, krzyczy najgłośniej i najwięcej. Pewnie znasz też osoby, które mają bardzo rozległą wiedzę, ale wciąż uważają, że nie są wystarczająco dobre i nie wiedzą wystarczająco dużo. Zarówno za zawyżanie swoich kompetencji w przypadku ich braku, jak i zaniżaniu jeśli są naprawdę duże odpowiada psychologiczny efekt Krugera-Dunninga. Dlaczego tak się dzieje? Jeśli człowiek jest na etapie nieświadomej niekompetencji nie zdaje sobie sprawy jak wiele nie wie, jakie ma braki i myśli, że jednak ma bardzo rozległą wiedzę. Z kolei jeśli już zagłębimy się w jakąś dziedzinę, uświadamiamy sobie jak jest rozległa. Budujemy sobie podstawy i nakładamy na nie nowości, ale zdajemy sobie sprawę ile jeszcze przed nami, więc wciąż czujemy niedosyt i mamy wrażenie, że powinniśmy wiedzieć więcej.

Efekt Krugera-Dunninga
Nie potrafię sobie wyobrazić, że nie wiesz.

I taka postawa też ma swoją nazwę, a mianowicie jest to klątwa wiedzy. Jeśli interesujemy się jakąś dziedziną, zgłębiamy ją, czytamy książki, obserwujemy najnowsze badania i artykuły, nasza wiedza staje się imponująca. Nastaje taki moment, kiedy wszystko w tej konkretnej dziedzinie wydaje nam się łatwe, my daliśmy radę i wydaje nam się, że dla innych też jest to łatwe i jasne. A tak nie jest. Jeśli używamy specyficznego dla branży słownictwa, skrótów myślowych, bo zakładamy, że inni też to wiedzą, to popadamy w klątwę wiedzy. To taki stan nieumiejętności wyobrażenia sobie tego, że inni nie wiedzą tego co ja. I trzeba naprawdę uważać. Dobra, skuteczna komunikacja to prosta komunikacja. Taka, która daje pewność, że każdy rozumie i nie czuje się przeciążony.

Zapraszam do działania!