O tym, że myślenie jednak boli.

Czwartek 16:08

Ernest wrócił z pracy. Poziom zmęczenia, z którym dzielnie się zmagał, wskazywał już na piątkowy wieczór, ale nie, że tak przyjemnie. To był taki piątkowy wieczór człowieka, który pokłócił się z zasadą, która traktuje o ośmiogodzinnym dniu pracy. Ernest od kilku miesięcy jest w stanie pernamentnego konfliktu z powyższą regułą- pracuje po około 10-12 godzin dziennie. I generalnie to wszystko w nim krzyczy, że stop, koniec, że chociaż 3 dni wolnego. Ale jest też taki cichy głosik w jego głowie, który mówi- Ernest, masz żonę. Lucyna uwielbia drogie sukienki. Albo będziesz zarabiał na drogie sukienki, albo nie. I ta druga opcja jest o tyle groźna i przywołuje taką cudownie przerażającą wizję braku czystej, wypranej i wyprasowanej koszuli. I braku wyrośniętej drożdżówki ze śliwkami w niedzielne popołudnie. I generalnie jak Ernest robi w myślach bilans zysków i strat, to ostatecznie stwierdza, że jednak lepiej z Lucyną żyć w zgodzie.

Czwartek 16:34

Żona Ernesta wróciła do domu i od progu zaszczyciła męża słowami, które przecięły skrupulatnie utkaną chwilę spokoju.

Ernest, jak świetnie, że już jesteś! Pojedziemy na zakupy. Tak dawno nigdzie razem nie byliśmy,a widziałam taką świetną sukienkę…

Ernest prawie złapał się za głowę, ale szybko się zorientował, że Lucyna patrzy i udał, że poprawia włosy, czyniąc tym samym przygotowania do wspólnego wyjścia.

Ernest wiedział, naprawdę wiedział, że są w życiu rzeczy złe i gorsze i, że między nimi jest jasny podział, a mianowicie to jest różnica między tymi zakupami w galerii, a samodzielnym praniem, prasowaniem i gotowaniem.

-Kochanie, za 10 minut widzimy się przy samochodzie- krzyknął z wyszarpanym z wiadra entuzjazmu uśmiechem.

Parking.

Pełny. Totalnie. Auto przy aucie. Ernest nabrał obawy, a ta obawa mianowicie obejmowała taką wizję, że wszyscy którzy tu parkują muszą być szalenie chudzi, bo jednak po porządnym schabowym Lucyny to się po prostu nie da.

Wiesz co, ale no naprawdę mógłbyś szybciej znaleźć to miejsce. Krążymy i krążymy.

-No tak, ale zobacz, zobacz Lucyna… jak ten stanął! No z 3 inne auta by zaparkowały. To kutafon jeden, jeździć nie potrafi, dadzą takiemu prawko i staje równolegle, gdzie wszyscy mądrzy ludzie się upychają prostopadle. Na pewno jakiś nienormalny wariat.

Pierwszy sklep.

Zobacz Erni, ten młody pan jest taki przystojny. Na pewno musi być dobrze wykształcony i uczciwy. Że też przyszło mu tu pracować, tylko tak stoi i stoi, marnuje talent.

-Mhm, prawda kochanie. Masz rację.

Lucyna stanęła przed regałem z ozdobami. Zaniemówiła. Ernest przerażony sytuacją, bo Lucyna przecież ciągle mówi, zapytał żonę co się stało.

-Zobacz, zobacz, jak pięknie ten wazon pasowałby do salonu. Popatrz tylko jaki drogi. Przecież wiesz, drogi to dobry. Bierzemy!

Z planem jest tak, że warto wdrożyć go w życie. Chwilę później, Ernest odchodził od kasy. Portfel składał zażalenia, rozsądek krzyczał, ale czego się nie robi dla spokoju. Przy okazji zażaleń układ pokarmowy też tworzył pewien manifest.

Pora na obiad.

-Przepraszam, nie wpuściłaby mnie Pani, bo bardzo się spieszę?

Ernest z niedowierzaniem obserwował sytuację. Spieszę się i tyle. Ta kobieta naprawdę przepuściła Lucynę.

-Teraz pójdziemy jeszcze po garnitur dla Ciebie. Zostaw napiwek. Jedzenie było pyszne, a ten obrazek kokosa, no zobacz ma takie dziury, które wyglądają jak oczy. Tak jakby nas ktoś obserwował. To niech wiedzą, że jesteśmy hojni!

Sklep z garniturami.

-To może pokażę Państwu najpierw garnitur.- zaproponował sprzedawca.

-Zobacz Erni, ten za 1600 jest przyzwoity. Na pewno będzie Ci pasował.

Ernest hałaśliwie przełknął ślinę i pomyślał, że może i faktycznie w tym garniturze to zbrodni na modzie nie dokona, ale na swoim portfelu to już na pewno.

-To może teraz koszula, a później krawat- powiedział sprzedawca, przemieszczając się do pomieszczenia obok.

-No to już Erni naprawdę drobne, ta koszula za 250, to już tak niewiele, musimy ją kupić.

Droga do domu.

-Chodź Lucyna, zagramy jeszcze w LOTTO. Może odbiję sobie jakoś te zakupy. Zaznaczę chyba 1,2,3,4,5 i 6.

-No co Ty, oszalałeś. Jest totalnie małe prawdopodobieństwo, że padną takie cyfry.

*******************

-No czemu nie trąbisz? Przecież jest zielone, a ten chyba zasnął. No nie rusza.

-Lucyna, uspokój się. Przecież to Rolls-Royce, ja nie mam prawa.

Ernest po powrocie wpadł na genialny pomysł. Totalnie zafascynowany światem, w którym to przystojnych sprzedawców uważa się za uczciwych i mądrych, a usprawiedliwienie –„bo się spieszę” działa cuda, zainwestował cały swój potencjał myślowy właśnie w taką ideę, że on usiądzie i poszuka. Poszuka o co tak właściwie chodzi, bo o coś musi chodzić na pewno.

Błądzą wszyscy, ale nie ja.

Sytuacja wygląda tak, że nasz mózg waży około 1,5 kg, stanowi jedynie 2% masy ciała. Zużywa natomiast aż 20% energii produkowanej przez organizm. Myślenie wymaga wysiłku, a człowiekz natury wysiłku nie lubi. Jesteśmy leniami poznawczymi i kiedy tylko możemy, wyłączamy uciążliwy proces myślenia i działamy automatycznie. Bazujemy na heurystykach (umysłowych przejściach na skróty, które pozwalają na szybkie wydawanie sądów) czy różnego rodzaju automatyzmach.

Daniel Kahneman w swojej książce „Pułapki myślenia” opisuje dwa systemy: System 1 i System 2.

Pierwszy działa w sposób szybki i automatyczny, bez wysiłku lub z niewielkim wysiłkiem. Drugi z kolei już wysiłku wymaga i jego działanie wiąże się z subiektywnym poczuciem skupienia i świadomego działania.

Pomyśl ile wynosi 2+2?

A teraz spróbuj policzyć ile daje 17×24.

O ile przy pierwszym równaniu nie musisz zmagać się z jakimkolwiek wysiłkiem, to w przypadku mnożenia, wiesz że to mnożenie i pewnie będziesz umiał wyliczyć wynik na kartce. Masz też mgliste spojrzenia na to w jakim przedziale może oscylować wynik. Konkretne rozwiązanie nie przychodzi Ci jednak do głowy od razu. Od Ciebie zależy czy zdecydujesz się podjąć próbę obliczenia wyniku.

Co z Ernestem i Lucyną?

Ano, wpadli w kilka pułapek myślenia, posłużyli się heurystykami i działali automatycznie. Jedynym z błędów był podstawowy błąd atrybucji, kiedy to Ernest zdobył niesamowicie wiele informacji o człowieku, który parkując zajął trzy miejsca. Totalnie pominął wszystkie czynniki sytuacyjne (np. że ktoś się bardzo spieszył, bo mu żona rodziła albo miał absolutnie ważną sprawę do załatwienia i nie pomyślał). Został oceniony na podstawie tego parkowania jako idiota. Bo na pewno taki musi być skoro tak stanął.

Efekt halo, czyli tendencja do automatycznego przypisywania cech na podstawie pierwszego wrażenia. Jeśli ktoś jest atrakcyjny, zakładamy że jest też miły, uczciwy i wykształcony. I temu efektowi uległa Lucyna w przypadku przystojnego sprzedawcy. Natomiast Ernest nie chciał trąbić na kierowcą Rolls- Royca, bo łatwiej nam zatitać na kierowcę auta przeciętnego. Bo skoro ktoś ma porządne auto, to na pewno jest atrakcyjny, miły i dobry. Bo ma takie auto. Generalnie jest tak, że lekarze ratują ludzkie życie, są autorytetem, noszą biały fartuch. Nie jest to jednoznaczne z tym, że nie mogą katować rodziny.

Lucyna bardzo szybko uległa automatyzmowi drogie= dobre. Drogie nie zawsze musi być dobre, jedynie może. Doskonale zadziałał na nią również efekt kontrastu, kiedy to sprzedawca pokazał najpierw garnitur za 1600 zł, po czym zaprezentował koszulę za 250 zł i ta kwota w kontraście do ceny garnituru wydawała się wyjątkowo niewielka. Lucyna świetnie zracjonalizowała też swoje zachowanie w kolejce. Lubimy, kiedy nasze zachowania są uzasadnione i inni też oczekują od nas takiego uzasadnienia. Okazuje się, że słowo „bo” połączone z uzasadnieniem nawet z kosmosu znacząco zwiększy szanse na to, że ktoś spełni naszą prośbę. (Świetnym przykładem jest eksperyment Ellen Langer).

O co chodzi z obrazkiem kokosa i napiwkiem?

Jeśli nad skarbonką na napiwki umieszcza się coś co przypomina ludzką twarz (chociażby 2 kropki na górze-oczy i kropkę na środku-nos), mamy wrażenie, że ktoś nas obserwuje i jesteśmy skłonni dać większy napiwek albo wgl jakikolwiek napiwek zostawić.

A co z LOTTO? To, że padnie zestaw 1,2,3,4,5,6 wcale nie jest mniej prawdopodobne, niż to że wygraną da kombinacja 11,15,27,31,45,48. Efekt subaddytywności to błąd w ocenie prawdopodobieństwa, polegający na ocenianiu prawdopodobieństwa całości jako mniejszego niż prawdopodobieństwo poszczególnych części. Dodatkowo bardziej dostępne są nam zdarzenia, kiedy to wygraną dają zestawy cyfr, które są bardziej podobne do drugiego, niż pierwszego i to tzw. heurystyka dostępności.
W większości wypadków efekt ten jest związany z łatwością wyobrażenia sobie zdarzeń które są nam znane.

Jeśli dobrnęliście do końca (a to wymagało wysiłku :D), dajcie znać, czy takie błędy są Wam znane i czy dostrzegacie,  w które z tych pułapek zdarza się Wam wpadać.


Kahneman D., Pułapki myślenia- o myśleniu szybkim i wolnym, Media Rodzina
Nisbett R., Mindware narzędzia skutecznego myślenia, Smak Słowa

Zapraszam do działania!