Samospełniające się proroctwo- o tępych geniuszach, banku i zdradzie.

Rok niesamowitych zmian.

Po upalnych, pełnych słońca wakacjach, nadszedł wrzesień. Nauczycielka z pewnej malowniczej, aczkolwiek niewielkiej miejscowości, pierwszy raz w swoim życiu została wychowawcą klasy. Nowa rola. Rola odpowiedzialna. Rola, której się obawiała.

Praca z wychowankami była trudna. Uczniowie osiągali bardzo słabe wyniki i otrzymywali coraz gorsze oceny. Nie potrafili opanować nawet minimum materiału.

-Oni są po prostu tępi- pomyślała nauczycielka po pierwszym kwartale współpracy.

Przestała od nich wymagać, stwierdziła że i tak sobie nie poradzą. Na to są za głupi, tego nie opanują. Modliła się, żeby jakoś przepękać ten rok.

Chciała jednak czymś podeprzeć swoje stwierdzenie. Chciała znaleźć jakikolwiek dowód, który poparłby jej myślenie. Chciała czuć się lepiej z tym, że nie podejmie kolejnej próby rozwoju zdolności swoich wychowanków.

Nauczycielka włamała się do szkolnego archiwum, żeby sprawdzić wyniki testów IQ uczniów. Działała przeciw regulaminowi. Jej zachowanie może wydawać się naganne, ale ludzie uwielbiają, kiedy ich zachowanie jest racjonalne. Lubią znaleźć powód, dla którego podejmują takie, a nie inne działanie.

Znalazła kluczyk, otworzyła szafkę i z wielkim napięciem odszukała teczkę z napisem IVd.  Jej tętno przyspieszyło. Każdy najmniejszy szmer wydawał się być hałaśliwy i przecinał ciszę, która wydawała się być coraz głośniejsza.

Dolna warga nauczycielki znalazła się nagle gdzieś na standardowym poziomie połowy szyi. Niektórzy mogliby powiedzieć, że kopara jej opadła, ale używamy tu słownictwa wyłącznie prawego i pięknego, dlatego należy stwierdzić, że mikroekspresje nauczycielki zareagowały bardzo ambitnie i tak gwałtownie, że wcale nie były już takie mikro, ale jak na zdziwienie przystało, otwór w aparacie gębowym stanowił zagrożenie połknięcia pierwszej lepszej muchy.

Wyniki, które ujrzała były wręcz niezrozumiałe. Kolejno 105, 112, 107, 116, 104… wszystkie powyżej stu.

-Oni nie są tępi, to są geniusze- miała wrażenie, że zawołała głośno.

Musicie wiedzieć, że takie wyniki testu IQ jak na IV klasę to naprawdę imponujące wyniki.

-To moja wina, ja za mało od nich wymagałam, za mało czasu poświęcałam. Oni się po prostu nudzili. Marnuję ich potencjał.- lamentowała w burzliwym monologu.

Nauczycielka postanowiła się poprawić i zrobić wszystko, żeby uwolnić ten wspaniały, niczym nieograniczony potencjał intelektualny tych zdolnych dzieciaków.

Od drugiego semestru poświęcała każdemu więcej czasu. Doszukiwała się plusów każdej wypowiedzi. Zadawała pracę domową, wzywała do odpowiedzi. I nawet jeśli ta odpowiedź była niesatysfakcjonująca, zachęcała do jej rozwinięcia, aż do momentu kiedy była ona bliska doskonałości. Atmosfera w klasie zmieniła się totalnie- było ciepło, miło i przyjaźnie. Każdy uczeń zyskał perspektywę. Perspektywę bycia lepszym.

Czas leciał bardzo szybko i przyjemnie. Zbliżał się koniec roku szkolnego, a z nim test podsumowujący rok nauki. Nauczycielka była pewna, że jej wychowankowie świetnie dadzą sobie radę. I tak właśnie było. IVd test napisała najlepiej.

Po uroczystości zakończenia roku szkolnego dyrektor poprosił do siebie wychowawczynię IV d.

-Droga Pani, jak Pani tego dokonała? Przecież Pani klasa była tak słaba, osiągali najgorsze wyniki. A teraz? To zdumiewające! Są najlepsi!

-Panie Dyrektorze, muszę się Panu do czegoś przyznać. Ja w nich zwątpiłam. Bardzo w nich zwątpiłam. Nie miałam już żadnej nadziei, że nauczą się czegokolwiek. Chciałam już porzucić nawet najmniejsze oczekiwania i zrobiłam coś bardzo złego. Ja się włamałam do archiwum szkoły i… i sprawdziłam wyniki testów inteligencji mojej klasy.

Dyrektor wyglądał na zamyślonego. Nie by zły. Nie był też zadowolony. Wyglądał na człowieka, który bardzo chce coś powiedzieć, ale w jego głowie odbywa się wyścig przekazywania impulsów i sygnałów i taka bitwa, czy swoje myśli upublicznić czy jednak zachować dla siebie.

-Droga Pani, chcę żeby Pani wiedziała, że nie pochwalam takiego zachowania. Nie wyciągnę  żadnych konsekwencji. Musi jednak Pani coś wiedzieć, a mianowicie to, że Pani wychowankowie nie przeszli żadnego testu inteligencji, a numerki które Pani widziała obok ich nazwisk to numery ich szafek w szatni.

W pomieszczeniu rozbrzmiała cisza. Na twarzy nauczycielki pojawiła się purpura, a wstyd i zaskoczenie odbywały dziki i niekontrolowany pląs zmieszania.

Samospełniające się proroctwo/ samospełniająca się przepowiednia to zjawisko, które polega na tym, że określone oczekiwania w stosunku do pewnych zachowań lub zdarzeń wpływają na te zachowania lub zdarzenia w sposób, który powoduje spełnienie oczekiwań.

I takie samospełniające się proroctwo wystąpiło w opowieści o klasie w malowniczej, niewielkiej miejscowości. Nauczycielka szybko pomyślała, że wychowankowie są tępi i jej oczekiwania spadły do minimum, właściwie nie oczekiwała już niczego od uczniów. I te oczekiwania zostały spełnione. Uczniowie osiągali fatalne wyniki, niechętnie przychodzili na zajęcia, byli nieuważni, a świat ich nie ciekawił. A to wszystko dlatego, że nauczycielka nie poświęcała czasu różnym zagadnieniom, nie starała się wytłumaczyć żadnej kwestii dokładniej, nie zachęcała do samodzielnej pracy. Bez oczekiwań nie ma efektów.

Dalej o zjawisku możemy przeczytać, że występuje ono wówczas, gdy informacja o mającym się zdarzyć incydencie pochodzi z wiarygodnego dla jednostek źródła i pod wpływem tej informacji jednostki postępują w taki sposób, że realizują w końcu treść przewidywań.

I tak pewnego dnia nauczycielka dokonała czynu porównywalnie legalnego co wniesienie skitranego w torbie Shake’a z Maca do kina, w którym jest zakaz. Odkryła wiarygodne źródło! Testy IQ. I ona pod wpływem informacji, że jej klasa to zbiór geniuszy uwielbiających nurkować w oceanie błękitu wiedzy i odkrywczych teorii tłumaczących świat, totalnie zmieniła swoje zachowanie. Zmieniła je diametralnie, realizując treść zaproponowanego stwierdzenia i idącego za nim przewidywania, że te dzieci to nadzieja przyszłości i to będą odkrywcy na skalę co najmniej światową. Zaczęła poświęcać czas, wymagać, tłumaczyć, zachęcać do pracy w domu, angażować, pobudzać neurony swoich wychowanków. I to musiało przynieść efekt.

Jest moc, prawda? Zmiana nastawienia, perspektywy i oczekiwań. Tak niewiele i tak wiele zarazem.

Jak zrujnować bank?

Zjawisko samospełniającej się przepowiedni bardzo często tłumaczone jest na przykładzie plotki o tym, że dany bank w najbliższym czasie z powodu problemów finansowych upadnie. W wyniku rozchodzenia się tej informacji wśród klientów banku pojawić może się zjawisko owczego pędu, gdy klienci, wierząc w plotkę, zaczynają wypłacać złożone w nim oszczędności. Rezultatem takiego działania jest wyprowadzenie pieniędzy z banku i doprowadzenie go do upadku.

Można? Można.

Mówiłam, że mnie zdradzasz.

Na zjawisko samospełniającej się przepowiedni warto uważać. Legendy miejskie głoszą, że pewna żona cały czas nadawała mężowi nad głową, że ją zdradza. Na pewno ją zdradza, bo wraca późno do domu, bo czasu nie ma, bo nie wyjeżdżają nigdzie wspólnie i on na pewno kogoś ma.

W rzeczywistości facet dużo pracował. Robił nadgodziny, bo całe życie marzył, żeby dom wybudować i on do tego marzenia dążył, ale wymagało to pewnego zaangażowania. Wracał więc zmęczony do domu i zaniedbywał odrobinę żonę.

I cały rok codziennie wysłuchiwał, że kogoś ma, że to koniec małżeństwa, że jest drań i hochsztapler.

Pewnego dnia wrócił do domu, usiadł do stołu i z miną wskazującą na cierpienie wymieszane ze zmęczeniem powiedział:

-Tak, teraz Cię zdradziłem. Tak mi to wmówiłaś, że musiałem spełnić Twoje oczekiwania.

-No widzisz, cały rok Ci mówię, że mnie zdradzasz! Mówiłam, mówiłam… oj biedna ja- lamentowała.

I tak samospełniająca się przepowiednia może przynieść dużo dobrego, ale też dużo złego. Pewne myśli i schematy bardzo ciężko opanować, ale warto nad tym pracować, bo żyjemy tak jak myślimy i to się naprawdę sprawdza.

Na koniec, do przemyślenia:

„Jeśli myślisz, że dasz radę- masz rację! Jeśli myślisz, że nie dasz rady, to też masz rację.”

Zapraszam do działania!