Dlaczego warto opuszczać strefę komfortu? Pomachaj szybko i zmykaj.

Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana.  (Heraklit z Efezu)

Leżysz w łóżku. Na stoliku po lewej stoją lody i popcorn. Włączyłeś serial, jakoś tak oglądasz, ale nie wiesz do końca co się dzieje. Jest bezpiecznie. Czujesz się jak ryba w wodzie, żółw w akwarium, nawet jak wąż w terrarium. Nie czujesz potrzeby stawiania sobie wyzwań, jesteś w warunkach które znasz, jest miło. Żyjesz, oddychasz, czujesz, jesteś. Ale masz takie wrażenie, że chcesz czuć bardziej, być bardziej. I chcesz wyzwania, i chcesz ryzykować i to tak bardziej, niż iść z otwartym piwem środkiem drogi, krzycząc: „halo policja! Tu następuje alkoholizacja”. Chcesz od życia czegoś więcej, ale nic nie robisz. Tak się nie da. Nie da się leżeć do góry brzuchem (do dołu też nie) i mieć to „więcej”. W strefie komfortu jest i popcorn, i są lody, i ulubiony serial, i nic nie musisz, ale wszystko to co ważne i wartościowe dzieje się, kiedy z tej strefy się wynurzasz.

W życiu chodzi o to, aby głównie żyć.

I tak czasem robisz rzeczy, których się boisz. Strach pląsa przed Twoim nosem, a Ty zgodnie z ideą bój się i rób- działasz. Jesteś odważny i strach znika. Narażasz się na stres, ocenę, a nawet krytykę. Ponosisz porażki. I czasem siadasz sobie i myślisz- kurczę, po co mi to? Po co ja to sobie robię? Przecież mógłbym posiedzieć na tyłku i pić kawę. Można tak większość życia siedzieć i pić kawę, tylko tyłek się robi płaski, a kawa wciąż w tym samym miejscu przestaje smakować.

Każdy był kiedyś początkujący.

Jest taka teoria Pani Carol Dweck i ta teoria mówi o tym, że szczególnie się boimy i jesteśmy zestresowani, i spięci, kiedy działamy wśród ludzi, którzy są dla nas ważni, są autorytetami, działają w podobnych obszarach i wiedzą więcej. Boimy się, że powiemy coś nie tak i stracimy w ich oczach. I to jest tak, że może i powiemy coś głupiego, ale przynajmniej powiemy, bo postanowiliśmy podjąć próbę. Jeśli tej próby nie podejmujemy, nie dajemy sobie nawet szansy się wygłupić… i wtedy można żałować. Bo naszych wtop nikt nie pamięta jakoś długo, głównie my sami je pamiętamy i hiperbolizujemy.

„Zaczynając cokolwiek, nie da się wskoczyć od razu na poziom osób, które robią to od lat. Trzeba po prostu włożyć godziny wysiłku w to, w czym chcemy być coraz lepsi”. – Michał Szafrański

Bardzo spodobał mi się ten cytat. Często obserwujemy ludzi sukcesu i myślimy sobie- ojej, ale fajnie, oni to mają. Mają predyspozycje, wiedzę, umiejętności. Wow. Też tak chcę.

Nie widzimy natomiast godzin pracy, wysiłku, wyrzeczeń. Tego, kiedy już cały człowiek tworzy postulat, że stop, że odpuść, że tak się nie da i bez sensu. Kiedy wieczorami zapałki w oczach już się łamały i powieki hałaśliwie opadały, a ten hałas powodował chwilę skupienia i dzięki temu kolejna książka została przeczytana. Nie widzimy porażek, błędów, nieudanych prób, które lecą do kosza. Nie widzimy strachu przed oceną i krytyką, i momentów, kiedy ego płacze i trzeba je zaopiekować ciepłym uściskiem entuzjazmu i otuchy.

Widzimy sukces.

Najlepszy czas, żeby działać jest teraz.

Czasem myślimy, że czas na zmianę będzie wtedy, gdy będziemy już na 110% gotowi. Gdy się uzbroimy we wszelkie narzędzia, wiedzę, motywację i odwagę. Czas na zmianę jest zawsze. A zmiana zaczyna się wraz z podjęciem decyzji. Chcesz i robisz. Boisz się i robisz.

Czasem codzienność uwiera i boli, i tak czujesz, że chciałbyś żeby świat wokół się zmienił. Świat się zmieni. Tylko wtedy jeśli zmianę wprowadzisz u siebie. Ze zmianą jest trochę tak, jak z przechodzeniem do innego wiaderka. Stoisz w takim, w którym woda jest już bardzo ciepła i trochę brudna. Nie jest Ci fajnie, ale znasz standardy, w których stoisz. Obok jest wiaderko i widzisz, że woda jest czystsza, ale nie jesteś pewny czy jest chłodna i miła. Podejmujesz ryzyko i stajesz w rozkroku. Jedna noga w starym wiaderku, druga w nowym, nieznanym. Trochę Ci nieswojo, ale w sumie przyjemnie i decydujesz się przełożyć także drugą nogę. Woda jest idealna. Czysta i chłodna- standardy o niebo lepsze. Gdyby nie podjęcie decyzji- nigdy nie dowiedziałbyś się jak fajnie może być poza Twoim wiaderkiem.

Nigdy nie jest za wcześnie i nigdy nie jest za późno.

Bo z czasem mamy taki problem. Mamy 20 lat i myślimy „Jestem młody. Mam jeszcze mnóstwo czasu”. I nic nie robimy, nic co przybliżyłoby nas do jakiejś idei. Czasem jest tak, że pojawia się pewna myśl, a do niej przylepia się emocja i powstaje wizja życia. Czasem się nie pojawia. Mamy  45 lat i nagle doświadczamy błysku- jej, jakie to wszystko było proste, ja już rozumiem, mam wizję, chcę to i to. Ale… jestem za stary. Po co coś teraz zaczynać? Już bez sensu. Nie gadaj. Rób. Aleksander Doba w wieku 67 lat przepłynął kajakiem Ocean Atlantycki. Wyłącznie siłą własnych mięśni. I co, nie dasz rady? Czas i tak minie, a kto chce szuka sposobu, kto nie chce szuka powodu.

Co sobie człowiek myśli o zmianach, gdy ma 20 lat, a co gdy ma 45.
Daj sobie przestrzeń.

Kiedyś usłyszałam, że ryba jest mała w małym akwarium. Wynurz nogę spoza tego co znane i daj sobie przestrzeń. Zmień perspektywę. I korzystaj z okazji. Rozszerz swoje horyzonty i rób to nie dla innych, tylko dla siebie ;-). Zazwyczaj jest tak, że sami jesteśmy dla siebie największym wrogiem. I to niesamowicie satysfakcjonujące pokonać samego siebie i sobie udowodnić, że się da i można i być tak po prostu dumnym.

Ja też się boję.

I robię. I ja nawet się boję nie robić, bo wiem że bym żałowała. A z czasem jest tak, że się go nie cofnie i nie skorzysta się z okazji, która jest już nieaktualna.

Na koniec coś do przemyślenia. Bo mi się wydaje, że często jest tak, że stoimy przed otwartymi drzwiami. Wystarczy tylko nacisnąć klamkę i iść. A my kombinujemy, a gdzie jest domofon, a jaki PIN, czym otworzyć, a może najlepiej łyżką i to taką od tortu, ale upss- nie mamy. Pamiętaj- najpierw warto sprawdzić, czy klamka nie zadziała ;-).

Zapraszam do działania!