Analiza transakcyjna, czyli trzy „ja” w jednej osobie.

Czy dialog jest możliwy?

Jakiś czas temu oglądałam powtórkę komedii „Wkręceni 2”. Film doskonale nadający się do rozwoju zmarszczek. Naprawdę mnóstwo śmiechu. Za każdym razem ujmuje mnie postać wykreowana przez Pawła Domagałę- Szyja. I Szyja w pewnej scenie filmu zadaje pani pytanie, a mianowicie „czy dialog jest możliwy?”. Zapytanie krótkie, aczkolwiek doprowadziło do pewnej refleksji.

Jaka to refleksja?

W psychologii istnieje pojęcie analiza transakcyjna. Jest to koncepcja stosunków międzyludzkich stworzona przez Erica Berne’a. Zamysł opiera się na idei wyodrębnienia w człowieku trzech współistniejących schematów zachowania i odczuwania. Czyli? Moje osobiste trzy „Ja” (żadne roztrojenie jaźni :D). Ja- dziecko, Ja- dorosły i Ja- rodzic. W kilka sekund możemy przejść z jednego „ja” do innego. W zależności od kilku czynników komunikujemy z pozycji dziecka, dorosłego lub rodzica. Coś w danym czasie wpływa na nasze zachowanie. Emocja, myśl lub to jak ktoś nas potraktował i w jaki sposób do nas komunikuje.

Ja- dziecko.

U naszego wewnętrznego dzieciaczka dominują pragnienia, impulsy, marzenia i entuzjazm. Spontaniczność. Najpierw mówimy, potem się zastanawiamy. Bardzo często słyszę taki przykład krążący po świecie. Wnusia podchodzi do babci, przytula się, nagle czuje nieprzyjemny zapach i pod wpływem chwili przy wszystkich bez ogródek wypowiada słowa- babciu, śmierdzisz! Dziecko nie przemyśli, że babci zrobi się przykro. Tak czuło, tak powiedziało. Mało racjonalności, wiele impulsów, emocji i fantazji. Nie skupiamy się na konsekwencjach jakie świat poniesie w wyniku naszego postępowania.

„Ja- dziecko” jest wrażliwe na przykre słowa, krytykę, krzywdę doznawaną ze strony świata. Dziecko często bywa egoistyczne i jeśli coś idzie nie po jego myśli- ego płacze, czuje niepewność i zawstydzenie.

Relacja dziecko- dziecko ma charakter zabawowy i narażona jest na pędzącą karuzelę emocji.

Warto pamiętać jednak o tym, żeby nie uciszać swojego wewnętrznego dziecka. Nie tworzyć presji. Nie musimy być odpowiedzialni i racjonalni przez 150% czasu (celowy zabieg- hiperbola :D). Czasem warto wyluzować, dopuścić dziecko do głosu i postawić na zabawę i kreatywność.

Ja- dorosły.

Wkraczamy w stan, w którym „mam ochotę na…” zamienia się na „powinnam/powinienem zrobić”. Na podium dumnym krokiem wkraczają: racjonalne analizowanie, kontrola nad emocjami oraz podejmowanie decyzji. W relacji dorosły- dorosły liczy się nastawienie „ja jestem ok i Ty jesteś ok”. Najczęściej łagodzimy tu konflikty. Z poziomu komunikowania „ja-dorosły” rodzą się więzi szczere i spokojne. To najbardziej efektywny stan, który przynosi spełnienie.

Ja- rodzic.

Działanie według wyuczonego wzoru. Powstało w wyniku różnych doświadczeń, obserwacji rodziców oraz autorytetów. Całe życie zbieramy sobie taki worek wartości. Wrzucamy tam pewne rzeczy, czasami coś wyrzucamy. Zazwyczaj znajduje się tam jednak taki szkielet, który został nam wpojony. Inni uczyli nas co jest dobre, a co złe. Wskazywali jak powinniśmy się zachować w danej sytuacji.

W zależności od tego jak byliśmy wychowywani i traktowani nasz wewnętrzny rodzic może być albo krytyczny, gniewny, surowy i oceniający, albo elastyczny, życzliwy, pomocny i empatyczny.

„Ja- rodzic” to kopia tego co widzieliśmy w dzieciństwie, czego doświadczyliśmy, skąd czerpaliśmy wzorce zachowań w różnych sytuacjach.

Wewnętrznemu rodzicowi bliskie są zakazy i nakazy. Na tym poziomie jesteśmy odpowiedzialni za siebie, ale także za innych.

Relacje komplementarne i nie.

Najwięcej korzyści przynosi nam komunikowanie na poziomie dorosły- dorosły. Dialogi są spokojne, łagodne, pełne zrozumienia, empatyczne, rzadko prowadzą do konfliktów i w małym stopniu narażone są na naciski emocjonalne. Ludzie nastawieni są na osiągnięcie kompromisu i porozumiewają się zgodnie z zasadą równych krzeseł. Nikt nie nosi głowy wyżej niż trzeba.

Relacją komplementarną jest układ rodzic- dziecko. Rodzic i dziecko uzupełniają się. Rodzic lubi przejmować kontrolę natomiast dziecko zazwyczaj się podporządkowuje. Z kolei jeśli rodzic spotka się z rodzicem mogą wystąpić pewne komplikacje. Kiedy każdy chce przejąć kontrolę, wypchnąć swoje zdanie na wierzch i rozkazywać mogą pojawić się turbulencje.

Reasumując.

Zwykle przechodzimy przez wszystkie stany naszego ego. Zmieniamy się w zależności od samopoczucia, tego jak jesteśmy traktowani, a także okoliczności. Przejście do innej formy tak naprawdę zajmuje jedynie kilka sekund.

Można podejść do komunikacji jako „ja- dorosły”, jednak pod wpływem impulsu np. nieuzasadnionej agresywnej krytyki, możemy w tempie szpagatu przejść do „ja- dziecko” lub „ja- rodzic” obrażając się, płacząc lub używając gróźb bądź odgrywając się.

Warto utrzymywać harmonię i starać się komunikować z poziomu „ja- dorosły”, ale nie ograniczać wewnętrznego dziecka i rodzica i dopuszczać ich do głosu, kiedy to konieczne.

Nie da się odszukać idealnych warunków do pełnego empatii i zrozumienia dialogu, jednak mając na uwadze analizę transakcyjną jesteśmy w stanie lepiej zrozumieć siebie i innych. W każdej chwili możemy przeanalizować komunikację i mieć świadomość w jakim stanie „ja” znajduje się nasz rozmówca.

Warto pielęgnować wewnętrzne dziecko, być świadomym dorosłym i rozsądnym rodzicem. A przede wszystkim pamiętać, że po drugiej stronie też jest człowiek. Z krwi i kości. Również siedzi w nim dziecko, dorosły i rodzic. I różne doświadczenia, emocje, zakazy, nakazy i wartości.

Mając to na uwadze, na pewno odnajdziemy przepis na przynoszącą satysfakcję komunikację.


Eric Berne, W co grają ludzie?

Zapraszam do działania!