23 lekcje na 23.urodziny.

I co teraz?

Dziś mam dokładnie 23 lata. Każdy kolejny oddech, mrugnięcie, zabawne wykrzywienie kącika ust, zmarszczenie czoła w zdziwieniu… już nigdy nie będę tak młoda. No właśnie… młoda. 23 lata- to mało czy dużo? Z jednej strony to więcej niż 22 lata, ale też mniej niż 24, prawda? Ale gdyby tak przyjrzeć się jakoś tak mocniej, rozważniej i z większą ciekawością, może wyjść różnie. Co człowiek to historia. Co historia to inne podejście.

I tak można mieć 23 lata, wzdychnąć sobie do trójkąta sera pleśniowego, który towarzyszy wiernie butelce wina-  baa, całe życie za mną, nic już mnie nie zaskoczy- teraz to tylko zobowiązania, etat, ciężar planowania wakacji dwa razy w roku i może pieluchy. Może. Intensywnie i przyjemnie jest już za plecami. Może czuć jeszcze przyjemny dreszczyk miziający kark, ale nie ma co ukrywać- teraz będzie już tylko intensywnie. Wypruwanie sobie żył, pogoń za pieniążkiem i życiem na jakimś tam poziomie.

Tylko wiecie co?

Można też mieć 23 lata i wcale za bardzo nie wzdychać. Z uśmiechem na twarzy (trochę już jednak ostrożnym, bo zmarszczki mimiczne pukają natrętnie do drzwi) patrzeć na to co będzie. A co będzie? Wszystko. Wszystko może mnie zaskoczyć. Mój rozwój, moje szanse, porażki, cele, marzenia. Moje życie, które kurczę mogę sobie projektować. Może być intensywnie i przyjemnie. Wcale nie musi być też aż tak intensywnie, jeśli się tego nie lubi. Przecież zawsze jest czas na to co ważne, a ważna może być kawa i sernik. I miejsce na 10 głębokich wdechów, kiedy tego potrzeba.

Dziś mam dokładnie 23 lata. Kiedy miałam 17 trochę inaczej myślałam o dwudziestotrzylatkach. Myślałam, że to poważniejsi ludzie. Tacy już odnalezieni w świecie, realizujący swój plan. Plan człowieka dwudziestotrzyletniego. Takie poważne życie kosztuje energetycznie, więc oczywiście mają jakieś tam szalone wyskoki, ale jednak wizja była taka, że to ludzie już jednak ukierunkowani, czasem posiadający rodzinę, własną wartościową misję, znający życie i gotowi na to co ma być.

Wtedy mogłabym pomyśleć, że coś ze mną nie tak. Bo mam 23 lata i tak właściwie wciąż szukam odpowiedzi na pytanie kim chcę być i co będzie dla mnie dobre. Może pytanie kim jestem mam już jakoś tam opanowane- mniej więcej jak przedszkolak ogarniający, które buty są jego. Tylko czasem zdarza mu się ubrać te Jaśka ze stolika obok. Znam swoje zalety i wady. Wiem co potrafię. Wiem co lubię. Mniej więcej mam pojęcie jak chciałabym żeby wyglądała moja przyszłość.

I co z tego?

Kawałek życia za mną. Mnóstwo przeróżnych emocji, doświadczeń, etapów. Mnóstwo sytuacji, w których poznawałam siebie. Mnóstwo, w których byłam dumna i mnóstwo, w których byłam rozczarowana. Obserwacje czy i jak sobie poradzę. Obserwacje jakim jestem człowiekiem. I spokój. Spokój, bo przede mną mnóstwo czasu, żeby nadal wszystko obserwować i odkrywać. Doświadczać i szukać. Całkiem przyjemny obraz czasu, który jest przede mną i niepewność co zaoferuje. Ale czekam na pierwszy katalog z wypiekami na twarzy.

Z racji, że ten kawałek egzystencji już za mną- przygotowałam coś specjalnego. Skoro zbierałam przez te 23 lata przeróżne doświadczenia, to uznałam że warto ubrać je w słowa (jeśli ktoś woli rozbierać to będziemy też rozbierać- do części pierwszych) i podzielić się z Wami 23 lekcjami 23-latki. Bez fajerwerków, patosu, zbędnego gadania i wymądrzania- konkret! Zaczynamy.

  1. Ludzie bardzo często widzą Cię taką/takiego jak Ty widzisz siebie.

Jakiś czas temu usłyszałam, że ludzie często stawiają się w „pozycji dywanu”, bo czują się gorsi. I skoro sami się na ten dywan kreują to inni faktycznie czują, że można ich gdzieś tam przydepnąć. I po co? Przecież wszyscy jesteśmy super fajnymi i wartościowymi ludźmi. Dobrze jest nauczyć traktować siebie dobrze i podchodzić do innych z nastawieniem „ja jestem ok i Ty jesteś ok”. Świat staje się taki jakiś przyjemniejszy.

  1. Warto stawiać siebie na pierwszym miejscu.

Wiecie tak jak z maską tlenową w samolocie. Najpierw zakładamy ją sobie, a dopiero później dziecku. Bo jeśli nie uratujemy siebie na niewiele zdamy się innym. Nie uszczęśliwimy nikogo innego, jeśli nie będziemy potrafili zasponsorować szczęścia sobie. Jest kilka sposobów, żeby to szczęście sobie wyprodukować.

  1. Opłaca się znaleźć coś co sprawia, że Twoje serce śpiewa.

    Byłam ostatnio w kinie. Tam z kolei usłyszałam, że „lepiej zatracić się w pasji, niż stracić pasję”. Niby taki cytat, powiedzonko…, ale przesłanie warte uwagi. Ludzie z pasją są fajni, ciekawi. Chce się wśród nich przebywać. I jeśli przyjdzie taki czas, że wszystko zawodzi i nie zostaje wokół zbyt wiele, to pasja sprawia, że jest coś czego możemy się złapać i przytrzymać, i to życie zawsze wtedy jest jakieś.

  2. Zrobione jest lepsze od idealnego.

A czasem picujemy coś do perfekcji i okazuje się, że ta perfekcja nigdy nie nadchodzi, bo wciąż brakuje tego czegoś. Tego pierwiastka, tej magii, czegoś nie do końca określonego. Tylko po co? W 99% przypadkach zrobione jest lepsze od idealnego, bez zbędnych frustracji, że jesteśmy niewystarczająco dobrzy. To my sami jesteśmy wobec siebie największymi krytykami. Stoimy nad sobą i się oceniamy, i myślimy, że powinniśmy lepiej. A bardzo często okazuje się, że to nasza praca wydaje się dla kogoś innego naprawdę fantastyczna. Wystarczy sobie tylko trochę odpuścić.

  1. Człowiek człowiekowi człowiekiem. Albo nie.

I to my mamy wybór. Mamy moc. Możemy zasponsorować komuś uśmiech. Możemy pomóc dobrym uczynkiem, dychą, przysługą, dobrym słowem. Możemy trzymać kciuki, kibicować, wspierać. Możemy też zazdrościć, hejtować, krzywdzić i wręcz kopnąć bezdomnego. Ale czy takimi ludźmi chcemy być dla ludzi?

  1. Trzeba się wysypiać.

Sen jest ważny. Bardzo. Siedzenie do późnych godzin nocnych i wstawanie o świcie jest całkiem medialne. Praca 24/24. Pełne obroty. Albo imprezowanie. 24/24. Tylko czy tak się da długo? Wiecie ogólnie to trzeba dbać o siebie. O to co jemy, jak śpimy, jak żyjemy, jak rozwijamy głowę, co czytamy, oglądamy. Po prostu. Mamy jedno życie. I dajmy na to sen po 5 h i zarywanie nocek  nie sprawi, że będzie ono zdrowsze i dłuższe.

  1. Ludziom daje się drugą szansę. Czasem warto dać trzecią. Ale te kolejne są bez sensu.

Chyba nie ma co się rozpisywać. Po prostu. Jeśli komuś zależy- może powinąć mu się noga. Każdemu może. Ale jeżeli to się powtarza to coś jest nie tak albo z nogą, albo z człowiekiem. Lubimy się oszukiwać, że ktoś się zmienił, że zmieni się dla nas, bo my tego chcemy. Ale to nie działa. Nikt nie zmienia się dla nikogo.

  1. Fajnie jest co jakiś czas upewnić się czy drabina stoi przy odpowiedniej ścianie.

Aktualizacja priorytetów. Bo w życiu nie jest tak, że totalnie jeden raz obmyślamy sobie plan na egzystencję, ustalamy wartości i potem jest tylko realizacja. Priorytety się zmieniają. Wartości się zmieniają. I marzenia też. Rzadko to o czym marzymy mając 15 lat będzie naszym marzeniem w wieku 23. Chociaż i tak się zdarza. Warto jednak co jakiś czas powiedzieć sobie „sprawdzam”. Na pewnym etapie życia nie lubimy pomidorowej i kotów, a potem wszystko może się zmienić. Głupio zbyt późno zorientować się, że jesteśmy na szczycie drabiny przy ścianie, która nie jest już nasza.

  1. Dziś jest tylko lekcją.

Dlatego nie ma sensu zbyt bardzo martwić się życiem. Coś nam nie wyjdzie, sprawdzamy co to takiego i naprawiamy. I nie ma co robić sobie mega głębokiej dziury w brzuchu, że o jedy- ale wstyd, ale się ośmieszyłam/em. Koniec. Czasem trzeba się zawstydzić. Czasem ośmieszyć. Czasem coś musi nie wyjść- no przecież to nie byłoby normalne gdyby wszystko szło idealnie. Mamy fantastyczną okazję otrzymywać od życia lekcje. Mamy fantastyczną opcję wyboru- korzystam albo nie korzystam. I patrzę co mi to daje.

  1. Trzeba słuchać dobrej muzyki.

Bo muzyką się żyje, nie? Muzyka ma moc. Potrafi wyregulować humor, przywołać wspomnienia, dodać energii, uspokajać, malować uśmiech. Do tego trzeba też pić dobrą kawę- bo szkoda zębów na złą. I generalnie otaczać się wszystkim co dla nas dobre. Te złe rzeczy raczej eliminować.

  1. Przyjaźń ze zwierzakiem jest piękna.

    Kto się przyjaźni ten wie. Kto się nie przyjaźni- polecam bardzo! Ja mam psa. Mamy się od ponad 13 lat. Każdy dzień jest wypełniony merdaniem ogonkiem 😉

  2. Porażka jest częścią życia. Niekoniecznie złą.

Porażka to tylko siniak- nie tatuaż.”- to odkryłam dziś i idealnie mi się wpasowało. Ludzie często myślą, że porażka i… koniec świata. Jestem beznadziejna. Jestem beznadziejny. Nic w życiu mi się nie uda. Wiecie, tak naprawdę porażka to bardzo często początek. Trzeba zacisnąć zęby i iść dalej. Jeśli nigdy się nie przewrócimy to potem bardzo ciężko wstać z ziemi. A jeśli już raz damy radę wstać- wstaniemy zawsze!

  1. Super być zorientowanym w świecie.

Przynajmniej ja lubię bardzo. Fajnie być człowiekiem, z którym można pogadać na wiele różnych tematów. Zawsze można też startować wtedy np. do Milionerów- trochę szczęścia i 6 zer wchodzi z nami w bliską relację.

  1. O ludzi trzeba dbać.

Albo z nich zrezygnować. Bo w tej kwestii też warto wprowadzać aktualizacje. Zdarza się, że wyrastamy z pewnych znajomości i nie ma sensu czegoś na siłę przeciągać. Ale jeśli ktoś jest dla nas ważny to potrzebujemy dbać o relację. Jeśli ktoś jest ważny znajdziemy czas. Bo bardzo łatwo jest kogoś zaniedbać i to zawsze prędzej czy później wypłynie.

  1. Asertywność to koło ratunkowe.

    Świadomość, że mamy prawo mieć własne zdanie i ktoś ma takie samo prawo jest świetna. Możemy o coś poprosić, możemy odmówić. Potrafimy rozdawać i przyjmować komplementy. Asertywność pomaga zarządzać sobą w czasie. Bo jeśli jej nam zabraknie może stać się tak, że na naszej głowie będą sprawy wszystkich i z niczym się nie wyrobimy.

  2. Każdy się boi. Najlepiej wychodzą Ci, którzy się boją i robią.

    Każdy się stresuje. Każdy ma obawy. Wychodzenie poza strefę komfortu, robienie czegoś po raz pierwszy często przynosi mnóstwo obaw, ale w tej kwestii też mamy wybór. Albo boimy się i robimy, albo nie. Tylko to nicnierobienie raczej nie przyniesie niczego co będzie warto kiedyś tam wspominać.

  3. Trzeba mieć marzenia, ale nie dla „mienia”. Dla spełniania.

Niesamowita satysfakcja. Spełniać marzenia. Niesamowite emocje. I… ostatecznie niesamowite wspomnienia, do których można wracać i wracać. Trzeba marzyć i działać, bo za jakiś czas może okazać się, że na coś już trochę za późno i zostanie żal. Bo ludzie żałują, że nie robili tego o czym marzyli.

  1. Nie wszystko co zaplanujemy- ogarniemy. To spoko.

    Z góry warto sobie zakładać, że coś może nie pójść zgodnie z planem. Ale o wiele lepiej, jeśli zrobimy 50% tego co zaplanowaliśmy, niż nic. A jeśli uda się 80 to super!

  2. Fajnie coś planować i potem krok po kroku skreślać z listy.

    Wycieczkę, ciekawy projekt, przedsięwzięcie. Coś własnego. Coś przy czym napracujesz się trochę lub bardzo, żeby osiągnąć efekt, który założysz. Tak, żeby ludzie mogli pomyśleć „Ale super, że jej/mu się chciało. Nie każdy potrafi się tak zaangażować. Wow” :D. Mi udało się zaprojektować świetny pierwszy wpis na bloga. Chciałam, żeby był inny od wszystkich. Postanowiłam napisać do ludzi, którzy są dla mnie autorytetami z prośbą o odpowiedź na pytanie, które zadałam. Musiałam rozdzielić pracę na mniejsze zadania, rozłożyć wszystko w czasie i spiąć w całość, i powstał wpis o osiąganiu celów, na temat którego nasłuchałam się naprawdę wspaniałych słów!

  3. Jeśli chcemy się do kogoś porównywać, najrozsądniej jest porównywać się do siebie.

    Bo do innych jest bez sensu. Niesie to frustracje. Nie mamy równych startów, tych samych zasobów, możliwości. Możemy porównywać się do siebie. Sprzed roku. Czego się nauczyłam? Czego doświadczyłam? Do siebie sprzed 5 lat. Jak zmieniło się moje podejście do życia? Co zyskałam? Co straciłam? Itd. Taki audyt. Taki daje wiarygodny obraz rzeczywistości.

  4. Mamy wybór. Kierowca-pasażer.

    I lepiej jest wziąć własne życie w swoje ręce. W dużej części je projektujemy. Oczywiście trzeba mieć w nosie to na co nie mamy wpływu, ale warto korzystać z tego, że na dużą część go mamy i projektować swoją rzeczywistość najlepiej jak się da. Każdy z nas ma wybór czy będzie kierowcą swojego życia i będzie podejmował decyzje w zgodzie ze sobą, czy będzie pasażerem i brał wszystko jak idzie bez jakiejkolwiek selekcji.

  5. Świetnie jest znaleźć swój sposób na relaks.

Odpoczynek jest ważny, a okazuje się, że mało kto potrafi odpoczywać. Nie ma jednej recepty na relaks. Każdy powinien dojść do swojego sposobu metodą prób i błędów. Jak to zrobić pisałam tu.

  1. Świat jest spoko. To znaczy mamy wybór czy jest czy nie.

    Dużo zależy od nas. Od naszego podejścia, nastawienia, tego co mamy wewnątrz. To my decydujemy na co kierujemy zasoby poznawcze. Świat daje nam tonę możliwości, lawinę inspiracji i ludzi- świetnych, inspirujących, przemiłych ludzi, z którymi warto przebywać. Skoro świat jest spoko, róbmy na co dzień to co lubimy i sprawia nam radość. I nie martwmy się zbyt bardzo, bo mamy moc przyciągania. Wybierajmy przyciąganie tego co dobre. O tym z kolei pisałam o tu.

A jaką lekcją, jeśli taka jest, chciałabyś/chciałbyś podzielić się ze mną?

Zapraszam do działania!