O sztuce puszczania. Twoja harmonia to Twoja harmonia.

Pomyśl. Czym się martwisz? Teraz. W tej chwili. Co w Twojej głowie sprawia, że jakoś tak, wciąż jesteś pomiędzy tą porażką, która zdarzyła się ostatnio, a myślą co takiego strasznego może się stać w najbliższym czasie. Może wyjeżdżasz i rozmyślasz czy akurat w tym czasie pogoda nie postanowi sobie bezczelnie zrobić z Ciebie ofiary i wiatr nie zacznie hulać. Albo przybędzie jakiś Orkan totalny i bez cegły w kieszeni ani rusz, bo Cię porwie. Albo może będzie padać? No przecież tak długo jest sucho, no na pewno kiedyś musi zacząć padać i to będzie w tym najbliższym tygodniu.

Znasz to?

Życie na piątym biegu.

Żyć lepiej. Żyć mocniej. Żyć bardziej. Przy okazji szybciej, pełniej i bardziej doskonale. Więcej kupić, więcej zwiedzić, więcej mieć. Świetna kariera, super życie prywatne, genialnie spędzony czas wolny- tylko i wyłącznie kreatywnie, na bogato i rozwojowo. Kolejna połknięta książka, zdobycie pełnowartościowej i pożywnej wiedzy, która sprawia, że układ nagrody uprawia dziki pląs w krainie pełnej ciekawej i przydatnej wiedzy. Kolejny wartościowy film.  Kolejny projekt dopieszczony niczym dłonie po weekendzie w SPA. A gdyby tak zamiast robić i mieć- trochę bardziej być?

Twoja harmonia to Twoja harmonia.

Śpisz zbyt długo. Śpisz zbyt krótko. Jesz za mało warzyw. Jesz za dużo warzyw. Wcinasz mięso. Nie wcinasz mięsa. Wstajesz o 5. Wstajesz o 13. Pracujesz zbyt mało. Pracujesz zbyt dużo. Jesteś duszą towarzystwa, jesteś samotnikiem. Masz wrażenie, że cokolwiek byś nie zrobił, ktoś zawsze powie że to za mało, za wcześnie, za dużo, za późno, za źle. Zawsze znajdzie się ktoś komu będziesz musiał się wytłumaczyć. Decyzje, wybory warunkują to, że zawsze z czegoś rezygnujemy na rzecz czegoś innego i automatycznie ktoś z inną wizją świata nie będzie rozumiał. I wiesz co? Twoja harmonia to Twoja harmonia. Inny człowiek, to inny człowiek. I tyle. On ma swoje życie, Ty masz swoje i jeśli on ubiera japonki z jednorożcem i z tymi butami pakuje się zbyt mocno w Twoje życie to chyba warto powiedzieć coś w stylu – nos w sos i wąchaj :D. I się za bardzo nie przejmować.

Co człowiek to harmonia.

Bo każdy ma swoją. Każdy powinien znaleźć swój przepis, coś w stylu ile wody, słońca i cienia, żeby zdrowo rosnąć i leżeć na hamaku gdzieś pomiędzy mostkiem spokoju, a uśmiechem zadowolenia. Otylia Jędrzejczak powiedziała kiedyś: „Każdy ma swój dom i czuje spokój, kiedy zamknie drzwi od środka. Ja miałam wodę”. I w życiu chodzi tak trochę o to, żeby poszukać tej swojej wody, ale ta woda jest dla każdego czymś innym. Dla jednego będzie to szybkie życie, wypełnione zadaniami i skreślanie kolejnych pozycji z listy „to do”, dla innych będzie to ciągłe przebywanie z innymi ludźmi. Może to być poukładanie i dyscyplina. Większość ludzi sądzi, że trzymanie dyscypliny jest takie ograniczające. Ostatnio przeczytałam szalenie mądre zdanie, które mówiło mniej więcej o tym, że poukładanie i dyscyplina nie boli, nie krępuje, nie zabija. Wręcz przeciwnie dyscyplina nie ogranicza, a daje wolność. I to nie jest tak, że ten przepis trzeba sobie ustalić raz na zawsze i do końca życia. Zmieniamy się i warto co jakiś czas sobie aktualizować wartości, wierzenia, plany i cele.

Porażka to nie koniec świata.

Ale jeśli zbytnio ją przeżywasz i rozdmuchujesz do rozmiarów konstrukcji z 10 słoni, może to już wprowadzić ostatni stopień ostrzeżenia dla istnienia Twojego prywatnego świata. Inni nie pamiętają zbyt długo Twoich potknięć, gaf, błędów. Najlepiej pamiętasz te wszystkie wpadki Ty. Niby tabliczki mnożenia nie mogłeś zapamiętać, ale przy każdej porażce to popisujesz się pamięcią wcześniej wspomnianego słonia. I czasem tak sobie myślę no okej, martwisz się, ale już się zdarzyło i co to zmienia, że się teraz martwisz, gdybyś się nie martwił czas się cofnie? Albo wszystkim innym i Tobie wymaże to pamięć? Rozważasz, rozkopujesz, rozkminiasz i tracisz energię. Układasz w głowie scenariusze co mogłeś zrobić inaczej, no teraz to na pewno zachowałbyś się lepiej. Mija rok, a Ty wymyślasz co byś odpowiedział na ten przytyk, który ktoś wystosował w Twoim kierunku… jakby to powiedziała Janina Daily- Internet Explorer ciętej riposty. Jest taka zła i jednocześnie dobra wiadomość- czasu nie cofniesz. I to trochę tak, że czasem byś bardzo chciał… to zmienić, to naprawić, ale jak wyglądałoby życie, gdyby każdy tak dostawał mnóstwo szans na zmianę rzeczywistości?

Z porażkami jest trochę tak jak z taką drogą, w której są dziury. I jak idziemy tą drogą to albo w te dziury co chwilę wpadamy albo je omijamy, czasem przeskakujemy. W takim wypadku, jeżeli będziemy chcieli się cofnąć, może się okazać, że wtedy przeskoczyliśmy, ale teraz klapki nam na oczy wrzuciło i bam, wpadamy. Istnieje takie ryzyko. Inaczej, gdybyśmy taką dziurę od razu zakopali. Nie ma. Tak samo z porażką- przepracowujemy, myślimy – a głupio palnęłam, ale co tam i koniec. Tyle. Nie ma hiperbolizacji do rozmiarów tych słoników.

Mądry Polak po szkodzie.

W psychologii istnieje taki błąd poznawczy- efekt pewności wstecznej i on polega na tym, że taki człowiek jak już mu się coś wydarzy to on po tym wydarzeniu już totalnie sądzi, że wiedział że tak będzie. Mamy tendencję do oceniania przeszłych wydarzeń jako bardziej przewidywalnych, niż rzeczywiście były. Ale hola, hola. To jest tak, że naprawdę, w tym momencie, gdy człowiek ma podjąć jakąś decyzję- wybiera, dysponując na tamtą chwilę wszelkimi dostępnymi informacjami, jak najlepiej dla siebie. A co się stanie później? Tylko żyć, czekać i obserwować.

Żyjesz tak jak mówisz.

Jeśli wciąż się martwisz, że to się nie uda, że z pracy Cię wyleją, żona odejdzie z najlepszym przyjacielem, a podczas urlopu będzie Orkan, to tak będzie. Czasem sobie coś ubzduramy i sami totalnie dążymy do tego, żeby to zło, które sobie wymyśliliśmy nas spotkało. W psychologii znane jest zjawisko samospełniającego się proroctwa. Zjawisko polega na tym, że mamy względem jakiejś sytuacji oczekiwania i one wpływają na nasze zachowania w taki sposób, że często powodują spełnienie tych oczekiwań. Dlatego lepiej jest myśleć i mówić, że będzie słońce na urlopie, że żona jest świetna i wierna, a w pracy to tylko awans. Wtedy przyciągasz dobro.

Jakie znaczenie za 5 lat będzie miał Twój problem?

Warto się nad tym zastanowić, bo niby teraz wydaje Ci się, że to jest już koniec świata, piekło i ogólnie sytuacja bez wyjścia, a jak ktoś wyjdzie to musi być szalenie chudy, bo to wyjście było maleńkie i wąskie. Martwienie się jest okej, towarzyszy każdemu z nas, to nie jest jednak tak, że cały czas żyjemy „tu i teraz”, chociaż dobrze żyć tu i teraz. Człowiek jednak składa się z przeszłości, teraźniejszości i w przyszłość lubi też wybiegać. Chodzi o to, żeby nie martwić się za bardzo, bo martwienie jest okej do pewnego momentu. Jedzenie deserów lodowych też jest okej do pewnego momentu- potem mogą się pojawić skutki uboczne. I jak tak sobie siedzisz i się martwisz co będzie, to pomyśl, czy jak się nie będziesz martwił to stanie się cud i się nie wydarzy?

Dlaczego czasem warto się puścić?

W dobie wszelkich plannerów, wypchanych po brzegi kalendarzy wyklejonych kolorowymi kartkami post-it, urządzeń, które mierzą nam kroki, sen, ilość spożywanej wody- warto odpuścić. Nie można wszystkiego kontrolować, nie da się wszystkiego zaplanować, nie da się być idealnym. Perfekcja wcale nie jest taka super, a porażki są po to, żeby je ponosić i błędy są po to, żeby błądzić i jak powiedział św. Augustyn- Fallor ergo sum (Błądzę, więc jestem). I dlatego, że błądzimy, jesteśmy kim jesteśmy.

Nie można przewidzieć i zaplanować sobie spotkania, nie można przewidzieć wyniku meczu,  nie można oczekiwać, że ktoś się zachowa jak my sobie założymy. Czasem trzeba się puścić i iść za życiem, tak po prostu, bez większego zastanowienia, bez głębokich refleksji- wstać i po prostu żyć.

Dychotomia kontroli.

Jakiś czas temu słuchałam podcastu o stoicyzmie i mnie totalnie urzekło pojęcie dychotomii kontroli. Chodzi o to, że są w życiu rzeczy, na które mamy wpływ, ale są też takie, na które wpływu totalnie nie  mamy. Nie decydujemy o pogodzie, nie mamy wpływu na to jaki humor będzie miał człowiek, u którego zdajemy egzamin, nie mamy wpływu na to, że ktoś nam centralnie zarysuje auto. Zdecydowanie z większym zaangażowaniem powinniśmy się skupić na kwestiach, na które wpływ mamy. Przeczytam fajną książkę. Mam na to wpływ. Ale warto też sobie powiedzieć, że jak nie przeczytam w tym miesiącu to też spoko, przeczytam w kolejnym. Mamy wpływ na to czy się do czegoś przygotujemy, tym samym minimalizując ryzyko głupich wypadek. Mamy wpływ na to, czy jesteśmy pomocnymi, miłymi, uśmiechniętymi ludźmi.

I jeśli na początku odkryłeś, czym się teraz martwisz, to teraz pomyśl czy masz na to wpływ. Jeśli nie masz- to sobie odpuść, nic się nie stanie. Tu pisałam o tym, że nie warto kopać się z koniem. Jeśli masz, pomyśl, co możesz zrobić, żeby sytuacja wyglądała chociaż o 2 poziomy lepiej. Co zrobić i jak to zrobić.

Zostawię Cię z cytatem, który usłyszałam na jednych z zajęć. Bardzo mi się spodobał. I jeśli się martwisz, że wszyscy wokół wiedzą co chcą robić, co osiągnąć, co zobaczyć, zwiedzić i snują mnóstwo planów, to warto żebyś wcielił w życie.

„Jeśli nie wiesz co zrobić w życiu, wypij kawę i wyjdź z domu” ;-).

Stanie się!

Zapraszam do działania!