O rozgrzanych kaloryferach i robieniu nic, czyli jak się lenić i nie mieć sobie tego za złe.

Kaloryfery przegięły.

Ostatnio opublikowałam wpis, w którym to wyraziłam swój zachwyt nad latem. Kiedy to słońce czule otula promieniami rozgrzane czoła, wszyscy wokół powtarzają, że lody nie tuczą,  a w pracy każdy odlicza radośnie dni do urlopu.

Jeszcze przed chwilą było piekielnie gorąco i to tak piekielnie, że ludzie dzielili się na tych, którzy marzą o tym, żeby wyjść z domu nago i na tych, którzy w domu rozmyślali, czy jeśli włożą głowę do lodówki, a nogi zostawią poza nią, to będzie im akurat.

Osobiście naprawdę lubię ciepełko i mam taką wizję- kocyk w ananaski i morze lub jezioro, ale… No właśnie było ALE. Kulminację rozkręcenia przez wszystkich grzejników i farelek musiałam przeżyć w mieście i szczerze jakoś tak nic mi się nie chciało. Ewentualnie poleżeć albo zagryźć to leżenie arbuzem. I co jakiś czas wpadał mi do głowy taki pomysł, żeby może coś napisać, że tyle tematów, ale (znowu to ale) jakoś tak nie miałam cierpliwości i natchnienia, żeby usiąść i stworzyć cokolwiek.

I ostatecznie postanowiłam to zaakceptować, pomarnować trochę czas. Bo wiecie, takie marnowanie czasu też jest nam w życiu bardzo potrzebne. Przecież nie da się wciąż być produktywnym. Nie da się być kreatywnym na siłę, z przymusu, bo tak trzeba. Genialnym podejściem jest słuchanie siebie i takie łagodne dopasowywanie  się do własnych potrzeb.

Mogę nic nie musieć.

Dokładnie tak! Popatrzeć w niebo, poleżeć, pograć, pooglądać. Mogę, możesz, możemy czasem dać sobie czas na robienie niczego specjalne efektywnego. I mogę, możesz, możemy sobie niczego nie zarzucać, nie mieć tego za złe. Baaa.. wydaje mi się, że taki czas pozwala doładować baterie i ujrzeć jakiś dodatkowy blask światła perspektyw. Wszystko z nami w porządku, jeśli nam się czasem nie chce. No chyba, że trwa to miesiąc, drugi i kolejny… wtedy można zacząć się trochę martwić, ewentualnie zgłosić do lekarza pierwszego kontaktu :D.

Pełna akceptacja.

Główna myśl, którą chcę Wam przekazać to właśnie ta idea pełnej akceptacji. Robienie tego co się czuje, zgodnie z własnym, osobistym, wewnętrznym kompasem. Bo totalnie  świat się nie zawali, jeśli odpuścimy na dwa tygodnie. Jeśli nie napiszemy artykułu, nie przeczytamy książki, nie nauczymy się kolejnych 100 słówek w języku obcym.

Nawyki są świetne. To one pozwalają nam wytrwać na drodze do celu. Ale hola, hola- nie dajmy się zwariować, bądźmy dla siebie łagodni i szanujmy swoje potrzeby, które obejmują też potrzebę robienia nic przez jakiś czas.

I… cieszmy się tym, że możemy marnować czas, bo

„Jeśli marnowanie czasu sprawia nam radość, nie jest to czas stracony”- John Lennon.

Zapraszam do działania!