Mapa nie jest terytorium- o tym, że wszystko jest inferencją.

 Mapa, która nie jest terytorium.

„Mapa nie jest terytorium, a przydatność mapy zależy od tego jak trafnie odzwierciedla terytorium.” Cytat Alfreda Korzybskiego to jeden z pierwszych cytatów, który usłyszałam na studiach. Początek zajęć z podstaw komunikacji społecznej i pytanie do nas- jak słowa o mapie odnieść do komunikacji. Każdy postrzega świat inaczej i każdy te swoje myśli koduje w pewne słowa, a słowa to nic innego jak umowa, że wyraz coś znaczy. Kiedy czytasz kot widzisz dorosłego kota, kiedy czytasz o kotku wyobrażasz sobie małego, uroczego kociaka. O ile to jest dosyć jasne, o tyle trudności pojawiają się, kiedy chcemy zakomunikować pewne wyobrażenie z naszego umysłu, które jest konstruktem powstałym w wyniku selektywnego odbioru przez zmysły i mózg, a także jest rezultatem procesów percepcji, przepuszczania przez filtry, schematy, doświadczenia itp. Informację ubieramy w kod, który nasz odbiorca ma zdekodować, przy czym druga osoba dekoduje komunikat używając własnych zmysłów, filtrów, korzystając z własnych procesów myślowych, które niekoniecznie grupują i przetwarzają informację w sposób podobny do taktyki nadawcy.

Jedna rzeczywistość nie istnieje.

Nie ma jednej rzeczywistości, bo wszystko jest jej ciągłą interpretacją, wnioskowaniem, czyli inferencją. Każdy ma wewnętrzny model świata, który jest odzwierciedleniem terytorium. I ten model wpływa na postrzeganie, bazując na naszych doświadczeniach, przekonaniach, schematach, stereotypach, przy jednoczesnym niebezpieczeństwie wystąpienia zniekształceń i błędów poznawczych. (O błędach pisałam tu.) I to wszystko oddziałuje na komunikację i zobowiązuje do  projektowania komunikatu z większą dbałością i uwzględnieniem faktu, że nie mapujemy terytorium w ten sam sposób. Wszystko jest inferencją. Mimo, że wierzymy zmysły dostarczają nam bezpośredniej, niezniekształconej wiedzy o świecie. Mimo, że wierzymy że nasz mózg jest nieomylny. Mylimy się, zniekształcamy rzeczywistość i bardzo łatwo nas oszukać. Spójrz chociażby na ten przykład.

Stoły, Roger Shepard

Myślisz, że stół po lewej jest dłuższy i węższy, prawda? Ale to nieprawda! Oba stoły mają taką samą długość i szerokość. Nasz mechanizm percepcyjny podejmuje za nas decyzje i sprawia, że patrzymy na koniec stołu po lewej i na bok stołu po prawej. Mózg wydłuża linie, które wydają się oddalać.

Teraz to się na pewno nie mylę.

Mamy świadomość, że popełniamy błędy. Wiemy, że myliliśmy się w przeszłości. Zakładamy, że będziemy mylić się w przyszłości. Ciężko nam natomiast wyobrazić sobie, że mylimy się w chwili obecnej, teraz. Pomyśl, czy jest coś co do czego jesteś pewny, że w tym właśnie momencie się na pewno mylisz.

Każdy człowiek ma swój unikalny sposób rozumienia otaczających zdarzeń. W swoich interpretacjach opieramy się m.in. na przekonaniach, schematach poznawczych czy doświadczeniach. I to jest nam potrzebne, żeby tłumaczyć sobie otaczający nas świat. Warto jednak być świadomym, że jesteśmy narażeni na pomyłki i bardzo łatwo nas oszukać. Mózg nie ma wbudowanego radaru prawdy, ale ma mnóstwo szybkich odpowiedzi na przeróżne pytania i w większości sytuacji zadowala się pierwszą w miarę dobrą, wystarczającą odpowiedzią. I tak wierzymy w mit korzystania z 10% mózgu, bo tak nam pasuje. Bo wydaje nam się, że nie działamy zbyt efektywnie i to jest całkiem dobre wyjaśnienie, że nasza codzienność to tylko 10% naszego potencjału i tak naprawdę kiedy dotrzemy do tej reszty, do tego 90%- to już będziemy super i niepokonani.

Spisek spiskiem spisek pogania.

Oglądasz czasem „Ukrytą prawdę”, „Dlaczego ja?” może „Trudne sprawy?”. Nie musisz przyznawać się głośno. No przecież jasne, że kiedyś zdarzyło Ci się widzieć chociaż kawałek, np. kiedy czekałeś u mechanika albo stałeś w kolejce na stacji. I jest taka klasyczna sytuacja-żona i mąż. Mąż dużo pracuje, bo zawsze marzył o wielkim domu za miastem, więc oszczędza każdy grosz z nadgodzin. Żona podejrzewa, że mąż ją zdradza, bo wciąż go nie ma. W dodatku przynosi mało kasy, więc na pewno wydaje na kochankę. Żona nie wie o marzeniu męża i Ty też na początku nie wiesz. I zaczynasz podejrzewać, bo tak Ci pasuje. No przecież nie spędzają razem czasu, pewnie się znudził, na pewno kogoś ma. I zaczynasz sobie tłumaczyć. Przyszedł do domu z kwiatami- na pewno zdradza, ma wyrzuty sumienia i chce je zmniejszyć. Przyszedł do domu bez kwiatów- a to bezczelny. Zdradza i nawet nie ma potrzeby, żeby zredukować dysonans. Został dłużej w pracy- na pewno nie pracuje, gzi się gdzieś z inną babą. Wrócił do domu na obiad- nie chce wzbudzać podejrzeń. Absolutnie winny. Kupił nową koszulę- stroi się dla innych kobiet. Nie kupił nowej koszuli- chce żeby żona pomyślała, że o siebie nie dba, dzięki czemu strąci z siebie podejrzenia. I tak dalej. Wciąż próbujesz udowodnić sobie, że masz rację, popełniając klasyczny błąd konfirmacji, inaczej efekt potwierdzenia. Za wszelką cenę szukasz potwierdzenia swojej tezy.

Daj chłopcu młotek, a odkryje, że wszystko trzeba przybić młotkiem.

Tak jest, bo tak mi pasuje. To jest, bo to prawdopodobne. Tak jest, bo pasuje to do mojego światopoglądu. Światopoglądu, który bardzo mocno ukształtowany jest przez media. I te media budują wciąż konflikty. Biedni-bogaci, głupi-mądrzy, brzydcy-ładni. I my się tych konfliktów i niesprawiedliwości doszukujemy. Tak było np. w przypadku afery z Lewandowskimi, którzy rzekomo zostawili samochód na miejscu dla niepełnosprawnych. Nie przeżywamy momentu zawahania czy np. zdjęcie zostało zrobione specjalnie tak, żeby wyglądało jakby faktycznie to zrobili. Od razu zakładamy, że są sławni, bogaci i ładni, więc na pewno zabierają miejsce niepełnosprawnym, a pewnie jeszcze ich popychają.

Często kierujemy się stereotypami  i to trochę wywołuje samospełniające się proroctwo (poczytasz tu). Spójrz, wiedząc, że masz do czynienia z introwertykiem, zagadasz zadając pytanie typu: jak najchętniej relaksujesz się w domu? Rozmawiając z ekstrawertykiem będziesz ciekaw, gdzie i jak lubi spędzać czas z innymi ludźmi. Pytaniem warunkujesz odpowiedź, która ukształtuje opinię o danej osobie i włoży ją do szuflady zgodnie z wcześniejszym założeniem. Znów klasyczny błąd konfirmacji.

Wierzę, ufam, sheruję.

Nie bez powodu słowem roku 2016 została postprawda. Bardzo często wierzymy i udostępniamy różne informacje, bo są prawdopodobne, bo mają fajny nagłówek, bo inni też podali dalej. Bardziej, niż prawda interesują nas emocje, dlatego opowieści ubrane w emotogenne historie, które w dodatku do sieci wrzucił nasz autorytet, rozprzestrzeniają się wirusowo. Jeśli empatyzujemy poznawczo z bohaterem, który jest w tarapatach i pokonuje przeszkody, kibicujemy mu. I chcemy, żeby inni też kibicowali i żebyśmy wspólnie to przeżywali.

Świetny przykładem jest akcja z Dee Dee, która poszukiwała chłopaka, w którym zakochała się na koncercie w Polsce. Piękna dziewczyna wrzuciła filmik w social media w nadziei, że odszuka Wojtka. Historia z emocjami. Historia, w której chcemy kibicować pięknej dziewczynie o dużych oczach. Historia, która ma szansę mieć szczęśliwy happy end i każdy z nas może pomóc. Filmik rozszedł się w sieci wirusowo. Mnóstwo ludzi udostępniało go, żeby być częścią wielkiego sukcesu i pomóc dziewczynie. Kiedy filmik osiągnął milionowe odsłony, okazało się, że… był on kampanią reklamową Reserved. Wojtek nie istniał, zakochanie też nie, a Dee Dee po prostu grała. Ludzie poczuli się totalnie oszukani. Nie zmienia to jednak faktu, że cała akcja zebrała niesamowite wyniki.

Jedną z moich ulubionych dekonstrukcji fake newsa jest dekonstrukcja historii, w którą chce się wierzyć, którą chce się udostępniać, która zawiera piękną teorię o świadomym przywództwie wilków. Piękną teorię, która nie jest zgodna z faktami. Przeczytacie o niej tutaj.

Co robić?

Można nie robić nic. Można być też bardziej świadomym człowiekiem. Wszyscy jesteśmy narażeni na błędy i zniekształcenia poznawcze. Wszyscy odbieramy świat na swój własny, unikalny, wyjątkowy sposób. Sama świadomość tego, że błądzimy to już część sukcesu. Co robić? Przyznawać się do błędów i je naprawiać, brać winę na siebie, zamiast komentować słowami „wystąpiły pewne błędy”, halo czy tak same z siebie? Możemy przyglądać się rzeczywistości z różnych perspektyw i być otwartym na inne sposoby myślenia i wyrażania myśli. Możemy myśleć krytycznie i pytać siebie, czy moja opinia oparta jest na jakimkolwiek fakcie. Możemy weryfikować treści, które podajemy dalej. Możemy wciąż zdobywać wiedzę, co sprawi że staniemy się bardziej świadomi i podejrzliwi wobec fałszywych informacji, którymi bombarduje nas codzienność.


Richard E. Nisbett, Mindware Narzędzia skutecznego myślenia, Smak Słowa, Sopot 2016

Zapraszam do działania!