Jak się nie bać i żyć według własnego planu?

Bać się i robić!

Znam ludzi, którzy chcieliby mieć szczęśliwe życie pełne zapierających dech w piersiach momentów i jeszcze więcej momentów, w których wdychane powietrze wydaje się jakieś świeższe i orzeźwia wypełniony entuzjazmem umysł.

Znam ludzi, którzy mają ambitne, piękne, nieszablonowe marzenia. Kiedy o nich mówią z ich oczu bije ekscytacja. Opowiadają o nich z zapałem i pasją.

Znam ludzi, którzy chcieliby zarabiać mnóstwo kasy. Realizować się w pracy, robić rzeczy ponadprzeciętne, ambicjonalnie gdzieś o trzy poziomy wyżej od całej reszty.

Znam ludzi, którzy chcieliby doświadczyć miłości. Takiej z filmów, a dokładnie z komedii romantycznych. Uniesienia, emocje, jeszcze więcej emocji, niepewność, pewność, piękni ludzie, piękne wydarzenia, piękne wspólne patrzenie w ten sam punkt w towarzystwie słońca i oceanu.

Znam ludzi, którzy chcieliby góry przenosić.

Dylemat polega na tym, że zdecydowana większość tych ludzi opowiada. Opowiada i kończy na opowieściach. Nie ma miejsca na decyzje, zmianę, ryzyko, działanie, realizowanie swojego planu.

Wszyscy się boimy. Za każdą decyzją ciągną się konsekwencje. Za każdą podjętą próbą czegośkolwiek tuż za zakrętem czeka nowe. Nowe, które albo czule tuli, albo wychowawczo chłosta. Nowe i nieznane, których się boimy.

Tylko… jedno z ważniejszych zdań, które możemy sobie włożyć do szuflady w głowie, którą często otwieramy to- bój się i rób! Strach będzie. Zawsze. Zawsze coś może się udać i nie udać. Zawsze możemy spotkać dobrych ludzi i złych. Zawsze możemy przejść trasę niczym zawodowa modelka latami chadzająca po wybiegu w ultrawysokich szpilkach, możemy też się potknąć o mały kamień.

Nikt nie jest w stanie nam obiecać, że coś będzie na pewno. A jeśli będziemy na tę pewność czekać, bardzo prawdopodobne, że skończy się to tak:

To nie takie proste.

Słyszę często. No pewnie. Życie zazwyczaj nie jest takie proste (jakby się czasami tego chciało). Nawet kiedy wychodzę od fryzjera, zdarza mi się spojrzeć na linię cięcia i z zażenowaniem stwierdzić, że nie jest ona tak prosta jak wszyscy oczekiwaliśmy.

To nie jest takie proste– to jedna z wymówek. A wymówek mamy miliony, kumulujemy je, pielęgnujemy, rozmnażamy. Zapowietrzamy się nimi, zamiast dać sobie szansę, zapowietrzenia się tymi momentami, w których z ekscytacji nie idzie oddychać.

Kumulujemy wymówki i niańczymy prokrastynację (odwlekanie wszystkiego na jutro, ODJUTRONIZM) w obawie o nadmierny wysiłek, zawstydzającą porażkę, lepsze lub gorsze następstwem tego co za chwilę.

To prawda. Nie da się robić NIC i mieć WSZYSTKO.

Żeby mieć szczęśliwe życie pełne momentów, które zapierają dech w piersiach trzeba sobie te momenty zorganizować w jakimś stopniu. Chyba, że to mają być takie momenty- leżę na przytulnej kanapce i oglądam horror, i generalnie to patrzę przez palce i poduszkę, i z nerwów to już nie mogę złapać tchu- wtedy trzeba zorganizować sobie w sumie kanapę i telewizor, też coś, ale da się bez strachu.

Często, żeby mieć szczęśliwe życie trzeba doświadczyć też kilku nieszczęść i nauczyć się przeżywać takie sytuacje w odpowiedni sposób. Czasem trzeba z czegoś zrezygnować- może toksyczna relacja, może praca, która nie rozwija, może nałóg, który wyniszcza? Szybka decyzja, ostre cięcie, chwila bólu i wszystko się goi i układa. Zrobić coś w odpowiednim momencie- szybko i zdecydowanie, niż tkwić. Nie hodować nieszczęścia i złych emocji. Nie wałkować jednego tematu bez przerwy. Chwilowe ała jest o wiele lepsze niż to nadmuchiwane latami złych przeżyć.

Żeby zarabiać mnóstwo kasy, trzeba zbierać doświadczenia i często dużo i mądrze pracować.

Żeby przenosić góry można spróbować zacząć od kamienia. Potem większego i jeszcze większego.
I zobaczyć jak klarują się szanse na powodzenie.

A gdyby tak…

popatrzeć na życie z uśmiechem i ekscytacją i nie tkwić w złości i rozczarowaniu stagnacją?

Gdyby powiedzieć sobie, że to wcale nie jest takie trudne. Że może to proste?

Że może trzeba wymyślić sobie swój własny plan. Plan na życie, takie jakiego chcemy. My. Bo to nasze życie. I w ten plan uwierzyć, i iść za tą myślą, i wiarą. I oczywiście realizować ten plan. Krok po kroku, we własnym tempie. Niekoniecznie patrząc na to co mówią inni. Niekoniecznie zniechęcając się tym, że coś nie wyszło. Za to koniecznie doceniając każdą chwilę, która składa się na życie według naszego planu.

Ludzie, którzy wierzą w to co robią zyskują dodatkową energię. Są bardziej przekonywujący, bije od nich jakaś magiczna siła i zdarza się, że to wszystko aż promieniuje na otoczenie. Ludzie, którzy wierzą w to co robią często sprawiają, że inni też zaczynają im wierzyć i kibicować.

Bo ludzie (przynajmniej część) zacznie nam kibicować, jeśli tylko my pokibicujemy sobie.

Dlatego pozwól sobie na działanie i wiarę w to co robisz.

Wyciągaj lekcje z niepowodzeń. Ucz się od innych. Wierz w swoje możliwości. Rozwijaj się. Ufaj sobie. Korzystaj z szans. Nie bój się ludzi. Pchaj marzenia tam o, dokładnie pod  tablicę z napisem REALIZACJA. Wyjdź poza strefę swojego komfortu i wiedz, że może na początku będzie niekomfortowo, ale wiedz też, że zaraz potem może być niesamowicie przyjemnie.

Plan to zawsze dobry wybór.

Bo bez planu wszystko wydaje się jakieś wielkie, straszne i odległe. Wiadomo nie da się zrobić wszystkiego jednego dnia, tydzień to też mało… miesiąc również może okazać się zbyt krótki. Czasem chcemy przemeblować całe życie, czasem zmienić jedną kwestię, ale taką która naprawdę doskwiera.

Jeśli jednak poświęcimy czas samemu sobie; na przemyślenie, rozważenia, wypisanie za i przeciw, na zorganizowanie planu krok po kroku, punkt po punkcie- wszystko może okazać się jakby łatwiejsze, wymagające mniejszego wysiłku. Bo my nie lubimy przesadnego wysiłku- taka wizja nas stopuje.

Plan i rozdzielenie wielkiego przedsięwzięcia na mniejsze to taka broń, która pomaga nam oszukać mózg. Mózg, który boi się dużego zaangażowania, które kosztuje wiele energii. Boi się przeciążenia, dlatego zrobi wszystko, żebyśmy uniknęli porywania się na realizację wielkich, złożonych zadań. Natomiast wysiłek podzielony na mniejsze ‘’wysiłeczki’’ jest ok. Łatwo to ogarnąć, człowiek nie zmęczy się zbyt bardzo, a energia na ewentualną konieczność ucieczki przed mamutem zachowana! Można żyć 😉.

Bardzo ważne pytanie.

Bardzo. Może sprawić, że łzy napłyną do oczu. Może pomóc wyjść odwadze na prowadzenie. Może pomóc nam przestać czaić się jak wąż w pomidorach i powiedzieć działam. Lub nie.

A to pytanie brzmi:

Czy stać Cię na brak zmiany i brak podjęcia jakiegokolwiek działania.

Bo może myślisz sobie, że jest jakoś i może lepiej nie ryzykować wcale i żyć takim życiem (niektórzy mówią, że jest [brzydkie słowo na „ch”], ale stabilnie i trzeba to zaakceptować, bo brak stabilizacji i bezpieczeństwa to będzie jeszcze gorszy. Traktowanie słowa zachowawczość jako słowo klucz egzystencji.

Tylko tak naprawdę brak podjęcia jakiegokolwiek działania może okazać się najgorszą opcją z możliwych. Bo za kilka lat możesz zrozumieć, że właśnie ten brak zmiany sprawił, że usunął Ci się grunt spod nóg, że stabilizacja jest odległym wspomnieniem i właściwie to zostało jedynie to brzydkie słowo na „ch”. I jest jakby już późno na zmiany, bo co się stało już się nie odstanie.

Jeśli stoisz przed jakąś decyzją i nie wiesz czy uwierzyć w swój plan tak na maxa, usiądź i pomyśl o swoim życiu w dwóch wersjach.

  1. Jak moje życie może wyglądać za 5 lat, jeśli nie uwierzę i nic nie zrobię?
  2. Jak moje życie może wyglądać za 5 lat, jeśli się odważę, uwierzę i zacznę działać?

I porównaj sobie te dwie wizje.

Dlatego.

Jeśli masz jakąś myśl, plan, chęć zmian- uwierz i idź za tą myślą, planem, zmianą.

Uważaj na siebie. Uważaj, żeby nie przegapić najlepszych momentów i utkwić w świecie, w którym brak kolorów i werwy, i słońca o poranku. Uważaj, żeby zbyt długo nie przeciągać momentów, które jasno sygnalizują, że są nie takie jak trzeba. Bo zaciskanie zębów to nie jest rozwiązanie. Na pewno nie długofalowe.

Przyłap się na tym, że się dusisz i daj sobie w prezencie trochę przestrzeni i powietrza.

Uważaj, żeby w nieskończoność nie szukać nowej pracy, nowego miejsca do życia, nowych znajomości, perspektyw, startów.

Bo wtedy starty odbędą się nigdy.

A jeśli zaczniesz albo w sumie zaczniemy razem od zaraz; dajemy sobie spore szanse, żeby za kilka krótszych lub dłuższych momentów zanucić sobie z pełnym przekonaniem, że to o nas:

 

Zapraszam do działania!