Matura. A co jeśli nie zdam?

Maj.

Maraton trwa. Czarny długopis, elegancki outfit, stres unoszący się w powietrzu i wiedza kipiąca w głowie niczym zapomniane ziemniaki pod pokrywką. Matura mimo licznych, aczkolwiek nieskutecznych prób ataków bombowych, z powodzeniem pielęgnuje swoją egzystencję. Pilnie i z należytą uwagą spędza sen z powiek kolejnym rocznikom.

Co będzie, jeśli nie zdam matury?

Pytanie, którego ciężki oddech czułam na plecach w czasie mojego egzaminu dojrzałości. Co będzie, jeśli coś mi się nie uda. Co jeśli wszystkiego zapomnę, zrobię błąd kardynalny, nie zaznaczę jak należy? Jak ja odnajdę się w tej rzeczywistości? Jakaś taka w mniejszości, z porażką na koncie. Jako świetna uczennica, wobec której oczekiwania kształtują się na rozmiar spory lub bardzo spory. (Tu kilka słów o moim podejściu do edukacji).

Wbrew pozorom to pytanie bardzo mi pomogło. Nie było jakieś toksyczne. Nie przynosiło złych wibracji.

Pytanie to oswoiło mnie z myślą, że coś może nie pójść zgodnie z moją wolą. Mogę się pomylić, może powinąć mi się noga. Pomimo tego, że się uczyłam i miałam dobre oceny coś mogło nie pójść według planu.

Sytuacja-wizualizacja.

To bardzo przydatna metoda. Wyobrażanie sobie krok po kroku co może pójść nie tak i wizualizowanie sobie planu naprawczego. Pokażę Ci przykład. Wyobrażasz sobie, że zaśpisz na maturę i wizualizujesz sobie co w takiej sytuacji możesz zrobić, żeby jednak zdążyć. Przygotowujesz sobie plan z czego możesz zrezygnować, żeby pojawić się na czas. Wyobrażasz sobie, że zapomniałeś dodatkowego długopisu. Wizualizujesz sobie plan B. Ostatecznie w prawdziwym życiu organizujesz sobie jakąś skrytkę w ubiorze, gdzie dodatkowy długopis wciśniesz. Wizualizujesz sobie, że strasznie się zestresujesz na egzaminie ustnym i w myślach ustalasz co wtedy zrobisz, żeby jednak się uspokoić. Jeśli się stanie to się stanie, Ty wiesz co robić, bo przeżyłeś już to kiedyś „w myślach”.

Tak samo jest z wyobrażeniem sobie co będzie jeśli nie zdasz. Bo to nie będzie koniec świata. Ba, może się okazać, że to szansa. Dodatkowy rok, żeby lepiej poznać siebie. Posłuchać, czego tak naprawdę chcemy. Dodatkowy rok, żeby czegoś doświadczyć- może jakaś podróż, pierwsza praca, nauka nowego języka, kilka nowych książek, poznanie wartościowych ludzi albo dodatkowy czas na lepsze przygotowanie się do kolejnej matury? I zdania jej świadomie, tak z czystym sumieniem, śpiewająco 😊.

ALE

Generalnie to lepiej myśleć, że zdasz. Dobre myśli to dobre myśli. Mają moc. Nie warto przejmować się zbyt bardzo tym co jeszcze się nie wydarzyło.

Aktualnie część egzaminów już za maturzystami, część jeszcze macha gdzieś na horyzoncie. Teraz nie ma już odwrotu. Co było napisane już się nie odnapisze. Teraz można popracować jeszcze nad podejściem.  Postarać się zrozumieć chociaż trzy rzeczy.

Po pierwsze- matura to taka kładka. Kończymy ważny etap w naszym życiu, a matura umożliwia nam (jeśli chcemy iść na studia) stąpanie po nowej drodze. Po drodze, która jest kolejnym etapem naszej już trochę bardziej dorosłej egzystencji. I zdanie matury jest jakby dokładnie po to, żeby dostać się na wybrane studia. Dość szybko możemy się zorientować czy na nasz kierunek potrzebny jest naprawdę super wynik czy wystarczy po prostu zdać i podejść do tego jak do zadania. Zrobię i idę dalej. Oczywiście gdzieś obok może pojawić się satysfakcja i radość, bo to jednak fajne uczucie zdać maturę.

Po drugie- na pewno byłaś/eś gotowy. W momencie podejścia do matury za Tobą już mnóstwo sprawdzianów, rozprawek, odpowiedzi ustnych, prezentacji. Umiesz napisać maturę. Egzaminy to taki czas, w którym przychodzisz zaprezentować całą swoją wiedzę. Chwalisz się tym co już wiesz.

Po trzecie- jeśli się nie uda, świat będzie istniał. Na pewno przez chwilę na pierwszy plan wstąpi burza rozczarowania ogarnięta smutkiem. Ale to chwila. Chwile mijają szybko i szybko też okaże się, że życie z faktem niezdania matury jest bardzo podobne do tego sprzed podejścia do niej. Wolny rok może być szansą, czasem rozwoju i lepszego zrozumienia siebie. Na pewno nie będzie końcem świata.

Dlatego

Skup się jeszcze przez moment. Wbrew pozorom czas matur to całkiem przyjemny czas- po latach wspomina się bardzo miło. A już za rogiem najdłuższe wakacje życia- wolność, radość, młodość, szum fal i promienie słońca. A potem to odrobinę doroślejsze życie. Ale odrobinę. Nowi ludzie, ciekawa wiedza, pierwsze prace, samodzielne życie, szalone imprezy i sesja! 😀 Jest na co czekać.

Zapraszam do działania!