Ryzyko działania. Co się stanie jak się stanie?

Ryzyko przegryzane rutyną.

Chodzisz na studia, do pracy, dwa razy w tygodniu na siłownię i z raz do supermarketu. W weekend wybywasz ze znajomymi i jakoś tak żyjesz, ale masz poczucie, że palce są nieszczelne, bo życie przez nie przecieka.

Bo na tych studiach jest Jasiek i on zawsze wszystko wie i tak fascynująco opowiada. Okazuje się, że zna jedną, drugą i kolejną książkę, i tego blogera i tamtego, i skąd on na to bierze czas? Super tak wiedzieć- to musi być satysfakcjonujące. Mieć zawsze coś mądrego do powiedzenia. Człowiek w punkt. A w pracy? W pracy była Magda, ale Magdy już nie ma. Najpierw zmniejszyła etat na ¾. Potem na pół, a od jakiegoś czasu działa tylko i wyłącznie na swoim. Magda podjęła ryzyko, spojrzała mu głęboko w oczy i szepnęła z przekonaniem, że się go nie boi. Cóż to był za szept. Przez miesiąc unosił się hukiem w gabinecie szefa. Magda zadziałała. Reszta co przerwę przepala smęcenie jaki to etat jest okropny, jak to nie wiedzą co tu robią i, że pewnie każdy otworzyłby swój biznes, ale tuż za progiem firmy jest niepewność i nieznane. I ryzyko. Ryzyko, które albo czule przytuli życie, albo je kopnie.
Decydujesz zostawić wszystko tak jak jest jeszcze przez chwilę. Dopóki nie będziesz czuć się bardziej pewnie. Dopóki tęsknota za mocnym uderzeniem tętna i uczuciem zasychania w ustach spowodowanym połączeniem niepewności, strachu i nadziei na oklaski nie jest jeszcze obezwładniająca.

Z pewnością jak z wypłatą.

Znika nim zdążysz się obejrzeć. Przez chwilę poczujesz się pewna/ pewny i nagle napadają Cię wątpliwości. I wątpliwości są całkiem normalne. Wszyscy je mamy. Jest mnóstwo powodów, żeby się pojawiły. Bardzo często paraliżuje nas strach, bo obawy przed przegraną okazują się być silniejsze niż chęć wygranej. Co jeśli mi się nie uda, jeśli się przewrócę, wygłupię i ośmieszę? Co jeśli stracę kasę, honor i co będzie jeśli stracę w oczach innych; ważnych i mniej ważnych dla mnie osób? Jest sporych rozmiarów szansa, że ego zapłacze i będzie je trzeba pocieszyć i przytulić. Będzie trzeba naprawić swoje niedociągnięcie. Naprawić to, że nie zdołaliśmy ego obronić, mimo że bardzo się staraliśmy. Dlatego bardzo często zostajemy, gdzie jesteśmy. Budujemy sobie wieżę, bo zimna twierdza symulacji podpowiedziała, że w wieży będzie bezpieczniej i bez zbędnych łez.

A co przyniesie sukces?

Lęk przed porażką. Lęk przed porażką. Tylko wiecie- lęk przed sukcesem też obezwładnia. Potrafi spojrzeć w oczy i przeszyć naprawdę głęboko. Coś się zmieni. A zmiana zawsze coś przynosi. Przynosi nieznane. Będzie trzeba wyjść poza strefę komfortu. Słyszałaś/eś to prawda? Strefa komfortu. Będą oklaski. Będzie trzeba coś powiedzieć. Pokazać się? Trzeba będzie zrobić COŚ, a tak normalnie tego czegoś nie trzeba robić i można podgrzać kanapę swoim 36.6. Znasz to? Chęć osiągnięcia sukcesu i jednoczesny strach przed osiągnięciem sukcesu? Drżenie rąk oplecione ciężkim oddechem. Po co Ci to? Czy na pewno warto? A jeśli warto… jak bardzo zmieni się moje życie i czy jestem na to gotowa/y?
Wiesz, po drugiej stronie- dokładnie zaraz za strachem, niepewnością i obawami jest satysfakcja. Olbrzymia. Taka, która sprawia, że życie ma ten smak. Smak karmelu, gorącej czekolady i truskawek z bitą śmietaną. Kiedy odważysz się zrobić coś czego się boisz, życie zaczyna smakować tak jak chciałabyś/chciałbyś żeby smakowało.

Zależy jak do tego podejdziesz.

Generalnie są takie dwa podejścia, o których Ci wspomnę. Pani Carol Dweck i growth oraz fixed mindset. Nastawienie na rozwój i sztywne nastawienie na trwałość.
Ludzie, którzy są nastawieni na rozwój (growth mindset) wierzą, że wszystkiego można się nauczyć. Lubią wyzwania. Uważają, że przeszkody i porażki to część drogi do sukcesu. Korzystają z informacji zwrotnej i lekcji, które przynosi życie. Wzloty innych traktują jako inspirację.
Z kolei ludzie ze sztywnym nastawieniem (fixed mindset) postrzegają swoje umiejętności jako stałe i niezmienne. Chcą zawsze za wszelką cenę zachować twarz i pokazać się z najlepszej strony. Co za tym idzie nie lubią wyzwań. Przeszkody są dla nich paraliżujące, a porażka jest świetnym pretekstem do poddania się. Ludzie z nastawieniem na trwałość informację zwrotną traktują jako atak i nie przyjmują krytyki. Sukces innych jest dla nich zagrożeniem.

I co się stanie jak się stanie? A co jak się nie stanie?

Wiecie, skomplikowane sprawy często daje się rozwiązać w bardzo prosty sposób. Jacek Walkiewicz w swoim wystąpieniu podczas konferencji TEDx opowiadał o małżeństwie, które rozwiodło się, ponieważ żona przez 10 lat zostawiała na mydelniczce kawałki zgluconego mydła i nie można się było nim umyć. 10 lat tłumaczył jej, żeby tego nie robiła, a potem się rozwiódł. Mężczyzna opowiadał swoją historię podczas jakiegoś wydarzenia i nagle stojący obok inżynier zadał pytanie: „10 lat? 10 lat, a Ty nie mogłeś wywiercić dziurek w mydelniczce?!” Małżeństwo trwałoby w najlepsze. Proste, prawda?

I tak jest z życiem. Nie można iść do przodu bez działania i podejmowania ryzyka. Czasem poświęcamy mnóstwo czasu na zastanawianie się, szukanie wymówek i oczekujemy wielkich cudów. Tymczasem, żeby działać trzeba po prostu zacząć działać.
I w tym działaniu może Ci pomóc bardzo proste ćwiczenie (naprawdę często kochałam moje studia- właśnie tam je poznałam ♥), a mianowicie dzielisz sobie kartkę na 4 prostokąty. Masz swój cel, boisz się podjąć działania i masz przez sobą tę kartkę i długopis. Lewy górny prostokąt tytułujesz sobie „co się stanie jak się stanie?” i tam wypisujesz co będzie dobrego i złego jak zdecydujesz się podjąć działanie. Prawy górny prostokąt to pytanie „co się stanie jak się nie stanie?” – co będzie jeśli nie podejmiesz działania albo coś nie wyjdzie. Dolny lewy prostokąt to pytanie „co się nie stanie jak się stanie?” i prawy dolny „co się nie stanie jak się nie stanie”- analogicznie. Ćwiczenie, który całkiem okej odzwierciedla sytuację.

Intencja dowódcy.

Podczas Progress Day 2018 usłyszałam o podejściu do działań, które mogą przybliżać do celu lub nie. Podejście to nosi nazwę intencji dowódcy. Więcej przeczytacie o tym tutaj. Generalnie chodzi o to, żeby odpowiedzieć sobie na pytanie- czy jeśli zrobię rzecz A to ona sprawi, że będę bliżej celu, niż jeśli rzeczy A nie zrobię.
I wiecie, nie zawsze chodzi o to żeby wygrywać. Nie zawsze chodzi o to, żeby obłowić się złotem. Czasem naszą intencją jest to, żeby stać się bardziej rozpoznawalnym, dotrzeć do większej ilości osób, bo to pozwala na przykład na realizację fajniejszych projektów. Albo po prostu jest miło i przyjemnie. Dlatego….

Wysłałam swoje zgłoszenie i startuję w Gali Twórca Roku!

#Yuuuhu! I to było mega spontaniczne zgłoszenie na ostatnią chwilę. I były wątpliwości… Ale!
W poprzednim tygodniu skończyłam 23 lata. Mówię sobie- Aga, weź zrób coś spontanicznego i szalonego, jeszcze teraz zanim pierwszy siwy włos pojawi się na Twojej głowie. To zrobiłam! Bo wiecie, ja to jestem taki człowiek, który generalnie dostaje szajbę na różnego typu konkursy. Normalnie z emocji to bywam wyjęta z życia. Takie wyjęcie miałam jak walczyłam np. o wejściówkę na finał Voice of Poland. I ja wtedy wygrałam, bo to wcale nie jest tak, że to się nigdy nie wygrywa, bo żeby wygrać trzeba grać (w LOTTO jeszcze jednak nie wygrałam 🤔). Ale na przykład nie tak dawno napisałam sobie wiersz (artystyczny taki, wywołujący łzy wzruszenia) o Kamilu Koziele i wygrałam. Oj wygrałam Sprawny marketing z samą Janiną Daily i autografem, i nawet mi Janina fokę narysowała <3 Generalnie to puszyste almette spływało na serce jednak.

Świetnie się czuję jako twórca Więcej niż efekt i ja głęboko wierzę, że to moje pisanie nie dość, że mi sprawia radość to Wam też trochę jednak maluje te uśmiechy na twarzach, a to jest taka spoko krzywa 😀

Jeśli macie ochotę- zapraszam do oddania na mnie głosu 🙃 Będzie mi totalnie miło! 🙂 Są też szanse, że podskoczę :D. Wtedy jest nadzieja, że podłoga zostanie w stanie nienaruszonym. Nie musicie mieć czasu- to trwa od 5 do 9 sekund 🕐. Nie musicie mieć też miliona monet. Głosowanie jest darmowe. No dobra kosztuje te od 5 do 9 sekund.

A zagłosować możecie o TU.

Zapraszam do działania!